POLITYKA

Wtorek, 19 września 2017

Polityka - nr 41 (2726) z dnia 2009-10-10; s. 108-109

Ludzie i obyczaje

Tadeusz Olszański

Złoto polskie

12 października 1919 r. uważa się za dzień narodzin Polskiego Komitetu Olimpijskiego. 90 lat temu w Krakowie powołano Komitet Udziału Polski w Igrzyskach Olimpijskich. Na pierwszy złoty medal, Haliny Konopackiej, Polska czekała do 1928 r.

Ach, to pani gdzieś tam w Amsterdamie zdobyła dla nas złoty medal! To dobrze! To służy Polsce!” – mówił marszałek Józef Piłsudski, z niedowierzaniem patrząc na stojącą przed nim smukłą i urodziwą pannę. Jest 1928 r. i do rzadkości należy przyjmowanie przez głowy państwa sportowców, nawet zwycięzców olimpijskich igrzysk. Piłsudski docenia jednak znaczenie tężyzny fizycznej oraz każdego międzynarodowego sukcesu odrodzonego niedawno państwa. Więc przyjmuje w Belwederze pierwszą w naszych dziejach mistrzynię olimpijską (w rzucie dyskiem), pannę Halinę Konopacką, aby zachęcić młodzież do pójścia w jej ślady. Zwłaszcza że w 1920 r. nie wzięliśmy udziału w igrzyskach ze względu na wojnę z bolszewikami i choć 4 lata później w Paryżu rotmistrz Adam Królikiewicz zdobył w jeździectwie brązowy medal, a kolarze srebrny w wyścigu drużynowym na 4 tys. m, to jednak złota nie było. Halina Konopacka na całe życie zapamiętała słowa marszałka.

Urodziła się w 1900 r. w Rawie Mazowieckiej, w zamożnej mieszczańskiej rodzinie, w której dbano o wykształcenie dzieci, znajomość literatury i języków obcych, zwłaszcza francuskiego. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej Konopaccy, z trójką swoich dzieci, przenieśli się do Warszawy. Nowocześni, usportowieni, starszy brat Haliny, Tadeusz, gra w piłkę nożną w stołecznej Polonii. To on namawia siostrę, aby po rozpoczęciu studiów filologicznych na Uniwersytecie Warszawskim zapisała się do AZS. Halina gra tam w koszykówkę i to w pierwszej drużynie, a także z zamiłowaniem uprawia lawn-tenis, bo to w dobrym tonie. Jej sportowa kariera w wielkim stylu zacznie się jednak dopiero w 1924 r. Od momentu, kiedy z koleżankami wybierze się wiosną na zawody lekkoatletyczne do parku Agrykola.

„Chyba przypadkiem wzięłam wtedy do ręki dysk – wspominała po latach. – Leżał wygodnie w dłoni i nie wydawał mi się ciężki. Strasznie mi się spodobał i od razu wyczułam, że będę nim daleko rzucać!”.

Z wyglądu w niczym nie przypominała typowych miotaczek: była smukła, wysoka, z talią osy. Ale ówczesny trener naszych lekkoatletów, Francuz Maurice Bacquet, dojrzał w niej talent właśnie do rzutów. I to od Haliny Konopackiej rozpoczęła się trwająca do dziś passa polskiej szkoły rzutów w konkurencji kobiet. Bo w latach trzydziestych jej sukcesy kontynuowały dyskobolka Jadwiga Wajsówna oraz Marysia Kwaśniewska w rzucie oszczepem. A współcześnie Kamila Skolimowska i Anita Włodarczyk w rzucie młotem.

Prawda, sport był wtedy w powijakach, ale w kilkanaście tygodni później Konopacka już zaczęła zwyciężać. Rzuciła dyskiem – wtedy fińskim stylem, bez obrotu, tylko z wymachu ramion – 23,45 m zostając mistrzynią Polski. Również w pchnięciu kulą była najlepsza, a w skoku wzwyż druga. Od tego zaczęła się jej kariera.

Uprawianie sportu przez kobiety z trudem zdobyło sobie prawa olimpijskie. O równouprawnienie zaciekle walczy specjalnie w tym celu powołana Międzynarodowa Sportowa Federacja Kobiet. W 1926 r. zorganizowała w Göteborgu Światowe Igrzyska Kobiece. Pojechało tam siedem lekkoatletek, z Konopacką na czele. Przed imprezą rzuciła dyskiem 34,15 m, ustanawiając rekord świata! Na igrzyskach nie tylko poprawiła swój rekord na 37,71 m, ale i zdobyła drugi złoty medal w rzucie piłką uszatą o wadze 0,8 kg, którą w Szwecji wzięła po raz pierwszy do ręki! Zdobyła też brązowy medal w pchnięciu kulą. Rzuciła jeszcze oszczepem. W tych dwóch konkurencjach prowadzona była wtedy również rywalizacja polegająca na sumie rzutów lewą i prawą ręką. Za każdym wyjściem na stadion Konopacką witały ogromne brawa. Prasa zagraniczna nie nazywa jej inaczej niż Campionissima.

I niewątpliwie Polka ma swój duży udział w tym, że MKOl ugina się pod presją rozgłosu tych zawodów i decyduje włączyć kobiecą lekkoatletykę do programu igrzysk w Amsterdamie. Na razie w pięciu konkurencjach: w biegach na 100 i 800 m, sztafecie 4x100 m, skoku wzwyż i rzucie dyskiem. O wieloboju dla kobiet, w którym zapewne Konopacka święciłaby triumfy, mowy jeszcze nie ma, bo to dla pań byłoby zbyt męczące.

Dwa lata poprzedzające igrzyska to wielkie pasmo sukcesów i popularności Konopackiej. Wszędzie zwycięża i bije rekordy, a kiedy wychodzi na stadion, widownia skanduje: „Konopacka szkoda słów, rekord w dysku pobij znów!”.

W Amsterdamie nie ma też sobie równych. Rzuca o 2,5 m dalej od ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Nasi naj

Pierwszym prezesem PKOl został w 1919 r. książę Stanisław Lubomirski. Reprezentanci Polski wzięli udział w 19 letnich i 20 zimowych igrzyskach olimpijskich. Zdobyli w sumie 63 złote, 83 srebrne, 123 brązowe, razem 269 medali. Najwięcej, aż siedem (trzy złote, dwa srebrne, dwa brązowe), zdobyła Irena Kirszenstein-Szewińska na igrzyskach od 1964 do 1976 r. oraz Robert Korzeniowski – cztery złote medale (1996–2004). Pierwszym, który zdobył dwa złote medale na jednych igrzyskach, był Witold Woyda, który w 1972 r. triumfował w indywidualnym i drużynowym turnieju w szermierce na florety.