POLITYKA

Piątek, 31 marca 2017

Polityka - nr 45 (2730) z dnia 2009-11-07; s. 74-76

Historia

Adam Krzemiński

Zmory brutusa

Günter Schabowski był wówczas w grupie liderów wschodnioniemieckich komunistów. Jego opowieść o okolicznościach upadku muru berlińskiego 9 listopada 1989 r. jest ciekawa zarówno przez to, co pamięta z kulis tego wydarzenia, jak i przez to, czego nie pamięta lub nie chce pamiętać.

Gdy 9 listopada 1989 r. kanclerz RFN Helmut Kohl jadł w Warszawie kolację z Tadeuszem Mazowieckim, w stolicy NRD trwała konferencja prasowa Güntera Schabowskiego, członka Biura Politycznego SED (Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności władającej NRD), redaktora naczelnego „Neues Deutschland”, tuby prasowej wschodnioniemieckich komunistów. Legenda chce, że w jej trakcie ktoś podsunął mu jakiś papier. I Schabowski szybko odczytał na głos: „Każdy obywatel NRD ma prawo wyjeżdżać, również na stałe”. Na pytanie, od kiedy, Schabowski odpowiedział niepewnie: „Niezwłocznie. Natychmiast!”. Po czym tysiące berlińczyków ruszyło na przejścia graniczne, a kanclerz Kohl przerwał wizytę w Polsce. Mur zaczął się rozpadać, a wraz z nim znikać żelazna kurtyna dzieląca powojenną Europę...

Günter Schabowski urodził się w Anklam koło Świnoujścia w 1929 r. Po szybkiej, powojennej maturze został dziennikarzem. Potem była szkoła partyjna w Moskwie. W 1978 r. objął „Neues Deutschland”. W 1984 r. został członkiem politbiura. Jak wszyscy w kierownictwie SED, nie był reformatorem, ale w październiku 1989 r. należał do trójki „brutusów”, którzy usunęli Ericha Honeckera władającego NRD od 1971 r. Po otwarciu muru stracił wszystkie stanowiska i wiarę w komunizm. W 1998 r., jako członek ścisłego kierownictwa SED, został skazany na trzy lata więzienia. Odsiedział rok, ponieważ jako jeden z niewielu funkcjonariuszy oskarżonych o łamanie praw człowieka uznał swą polityczną i moralną winę. Teraz twardogłowi uważają go za zdrajcę, postkomunistyczna PDS – za balast, a dawni opozycjoniści – za farbowanego lisa.

Dziś Schabowski uważa, że lawinowy upadek NRD zaczął się w maju 1989 r. – od demontażu przez Węgrów umocnień granicznych. Zaniepokojony Honecker poleciał do Moskwy, gdzie usłyszał, że Węgry są w innej sytuacji niż NRD. A zresztą ZSRR nie chce wkraczać w sprawy wewnętrzne bratniego kraju. „Tym samym interes całego bloku zaczął się przesuwać w kierunku maksymy: każdy dba o swoje!, względnie: ratuj się, kto może!” – wspomina Schabowski w obszernym wywiadzie-rzece „Prawie wszystko, co robiliśmy, było błędne”.

Honecker o żadnych reformach nie myślał. Wybory komunalne 7 maja 1989 r. zostały w NRD sfałszowane tak samo jak wszystkie poprzednie – tyle że teraz nieformalne grupy opozycyjne, mające swych ludzi w komisjach wyborczych, potrafiły tego dowieść. I na znak protestu zaczęły każdego siódmego dnia miesiąca urządzać demonstracje. Niewielkie, ale zawsze. Bardziej widoczny był protest tych, którzy chcieli przenieść się na Zachód. Od marca 1989 r. co poniedziałek w lipskim kościele św. Mikołaja zbierało się ok. 600 osób.

4 czerwca „Neues Deutschland” chwaliła masakrę w Pekinie, a członek politbiura Egon Krenz głosił, że kierownictwa ChRL i NRD są na tej samej „barykadzie socjalistycznej rewolucji”. (W Polsce tego dnia odbywały się tzw. wybory kontraktowe, jeden z wyników rozmów Okrągłego Stołu).

4 sierpnia w ambasadzie Republiki Federalnej Niemiec w Budapeszcie koczowało 180 Niemców z NRD chcących wyjechać na Zachód. Dwa tygodnie później przepełniona była także ambasada w Pradze. 11 września Węgrzy oficjalnie otworzyli szlabany graniczne i w ciągu trzech dni 10 tys. enerdowców przeszło na Zachód (patrz artykuł „Pierwsza cegła z muru”, POLITYKA 31).

12 września, na posiedzeniu politbiura, Schabowski zaproponował omówienie problemu ucieczek, ale Honecker był w szpitalu, a kierownictwo partii w letargu. W tym samym czasie grupa opozycjonistów utworzyła Nowe Forum – do końca października miało 200 tys. członków. 30 września Honecker zgodził się na wyjazd do RFN enerdowców koczujących w Pradze. Warunek: mają przejechać przez NRD na znak jej suwerenności. Ich przejazd przez Drezno wywołał przed dworcem kolejowym falę antyrządowych demonstracji.

7 października, w czasie obchodów 40-lecia NRD, demonstranci włączyli się do oficjalnego pochodu wołając: „Gorbi pomóż”. (Chodziło o Michaiła Gorbaczowa, reformatorskiego przywódcę ZSRR w tamtych latach; wywiad z nim zamieściliśmy w poprzedniej „Polityce”). Powstała opozycyjna partia socjaldemokratyczna. A 9 października w Lipsku doszło do największej demonstracji od 17 czerwca 1953 r. 100 tys. ludzi wołało: „To my jesteśmy ludem”. W ostatnim momencie władze cofnęły się przed użyciem siły.

11 października trzej członkowie politbiura, w tym Schabowski, postanowili obalić Honeckera. 17 października pucz się udał – następcą został Egon Krenz. Ortodoksyjny Honecker nie umiał znaleźć wspólnego języka z Gorbaczowem. W rezultacie Kreml zaczął się rozglądać za możliwymi następcami. Już w 1987 r. do NRD przyjechał „na urlop” szef KGB. Jego przewodnikiem po personaliach był Markus Wolf, od 1952 r. szef enerdowskiego wywiadu. Od swego wysłannika Gorbaczow dowiedział się, że w enerdowskim politbiurze nie ma reformatorów. Toteż na następcę ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]