POLITYKA

środa, 19 grudnia 2018

Polityka - nr 15 (15) z dnia 2018-10-30; Pomocnik Historyczny. 7-2018. Biografie. Lotnicy Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie; s. 8-15

Epoka

Robert Gretzyngier

„Rozpoczęło się przekraczanie granicy”

Skąd się wzięli polscy lotnicy w Anglii? Docierali samolotami, statkami, autami, z biurem podróży, na fałszywych papierach – każdy sposób był dobry, żeby nadal móc walczyć.

Mit dywizjonu 303. W tyleż popularnym, co błędnym rozumieniu każdy Polak, który podczas II wojny służył w lotnictwie na Zachodzie, musiał być pilotem dywizjonu 303 i bohaterem Bitwy o Anglię. A przecież Polskie Siły Powietrzne (PSP) w Wielkiej Brytanii miały 15 dywizjonów bojowych (art. s. 56), kilka szkół lotniczych i cały szereg specjalistycznych formacji pomocniczych, w sumie ponad 17 tys. ludzi. Bitwa o Anglię (art. s. 16), która stała się dla Polaków synonimem wszelkich działań lotniczych na Zachodzie, trwała kilka miesięcy latem i jesienią 1940 r. Od jej zakończenia do rozformowania dywizjonu 303 (i pozostałych) miało minąć sześć lat. W tym czasie polskie lotnictwo bez przerwy toczyło ciężkie zmagania z Niemcami.

Nierówna walka. Jesienią 1939 r. polskie lotnictwo, liczące 404 sprawne samoloty, okazało się zbyt słabe w starciu z Luftwaffe, która przeciwstawiła im 1941 samolotów bojowych (według historyka Jerzego B. Cynka). Choć wartość pilotów w pierwszych dniach kampanii wrześniowej udowodniła świetnie zorganizowana lotnicza obrona stolicy kierowana przez płk. Stefana Pawlikowskiego. System podobny był do tego, jaki rok później ocalił Wyspy Brytyjskie – ...