POLITYKA

Poniedziałek, 25 marca 2019

Polityka - nr 45 (3185) z dnia 2018-11-07; s. 11

Ludzie i wydarzenia / Kraj

Marek Świerczyński

100-lecie w locie

MON wydało miliony złotych na wykonanie zdjęć do albumu na 100-lecie lotnictwa, który nigdy nie trafił do jego fanów. Wydrukowano jedynie 1,5 tys. egzemplarzy. 300-stronicowy album jest wręczany oficjelom jako prezent. Niektórzy wystawiają go potem na Allegro po 150 zł.

Album jest przepiękny. Zawiera zdjęcia samolotów wykonane metodą air-to-air, a więc z pokładu innych lecących samolotów lub śmigłowców. Zamiarem inicjatorów pomysłu w Siłach Powietrznych i Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych było sfotografowanie wszystkich znajdujących się aktualnie w służbie statków powietrznych. Zdjęcia miały uświetnić zbiegającą się ze stuleciem niepodległości setną rocznicę lotnictwa. Zamierzenie było gigantyczne, jego organizacja i przygotowanie zajęło wiele miesięcy, a wykonanie ponad rok.

Za każdym razem w powietrze podrywał się samolot lub śmigłowiec – platforma fotograficzna – oraz samoloty lub śmigłowce robiące za modele. Transportowa CASA najczęściej latała z Krakowa, gdzie na stałe bazuje. Fotografowano z jej pokładu myśliwce z baz w Poznaniu, Malborku, Świdwinie. Lotnicy oczywiście robili to w ramach ćwiczeń, czyli „za darmo”. Wszystko wymagało wysokiej precyzji planowania, koordynacji, doskonałego zgrania, maestrii w wykonywanych manewrach, wzorowej komunikacji, czyli niby tego, czego zwykle wymaga lotnictwo. Jednak wyloty na sesje ...