POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 10 (3049) z dnia 2016-03-02; s. 91-93

Ludzie i style

Ryszard Marek Groński

A jak amant

W poszukiwaniu sukcesu na miarę Anny German TVP sięgnęła po inną legendę polskiej estrady. Już 6 marca premiera serialu o Eugeniuszu Bodo.

Serial to bohater w odcinkach. Ta żartobliwa definicja potwierdziła się raz jeszcze: doczekaliśmy się serialu o jednym z najpopularniejszych artystów dwudziestolecia, występującym pod pseudonimem Bodo. Tak naprawdę nazywał się Bohdan Eugène Junod. Dziecko szczęścia Szwajcara i Polki. Według jednej wersji miejscem urodzenia gwiazdora była Genewa. Według innej – Łódź. Tu bowiem jego obrotny ojciec Teodor Junod założył kinoteatr Urania. Pokaz filmów niemych trwał niecałą godzinę. Przerywały go i uzupełniały popisy komediantów i pokrzykiwanie na tapera: – Łysy, graj!

Bodo zadebiutował w Uranii, co stało się sensacją – miał dziewięć lat i, wymachując lassem, zagrał kowboja walczącego z Indianami. Akrobatyczne sztuczki smarkacza kwitowały brawa i domaganie się bisów. Echo tych braw sprawiło, że Bodo wybrał karierę artystyczną, rezygnując z namów, by został lekarzem czy adwokatem. Wyprowadził się z domu i dołączył do wędrujących od miasta do miasta zabawiaczy publiczności. W końcu znalazł się w Warszawie, gdzie grał i śpiewał, tańczył i monologował na estradzie w Dolinie Szwajcarskiej.

Na brawo patrz!

Wypatrzył go i ...