POLITYKA

Czwartek, 19 lipca 2018

Polityka - nr 22 (2707) z dnia 2009-05-30; Polityka. Pomocnik historyczny. Nr 2 (13); s. 9-15

Marcin Kołodziejczyk

A to Niespodzianka!

Sceny wyborcze w warszawskiej kawiarni

Przeznaczona na siedzibę sztabu Warszawskiego Komitetu Obywatelskiego kawiarnia przy placu Konstytucji pasowa³a do pierwszych dni kampanii wyborczej: pusta, zaniedbana i nieustawna. Ale to ona wkrótce stała się symbolem odnowienia ducha solidarności w obliczu wyborów wynegocjowanych przy Okrągłym Stole.

Kawiarnia nazywa się Niespodzianka i mieści się przy placu Konstytucji, pod numerem 6, na rogu ul. Pięknej, w podcieniach. Ma trzy piętra – piwnicę, parter i antresolę. Wysoka szklana ściana od frontu sprawia, że gości widzi się z ulicy. Siedzą przy metalowych stolikach, na krzesłach obitych dermą. Przychodzą tu cinkciarze, koniki handlujące biletami do kina, taksówkarze i prostytutki ze Śródmieścia. Czasem przewija się nieświadomy kolorytu miejsca pan w delegacji albo grupka studentów.

– Byłam tam raz, gdy po stanie wojennym któryś z kolegów organizował imprezę z okazji obrony pracy doktorskiej – opowiada Barbara Lis-Udrycka, kiedyś działaczka Solidarności, dziś specjalistka do spraw komunikacji społecznej szpitala wolskiego; w kampanii wyborczej 1989 r. pełniła podobną funkcję w komitecie obywatelskim w Niespodziance. – Pamiętam, że podawali czerwone wino i chleb ze smalcem.

Często wpada także milicja – interweniować, gdy bywalcy się biją. W drugiej połowie lat 80. – nikt nie pamięta kiedy dokładnie – ze względu na szemraną sławę kawiarni Warszawska Spółdzielnia Spożywców Społem decyduje o jej zamknięciu.

Jest to pierwsze zamarcie Niespodzianki.

Pan przewodniczący

W kwietniu 1989 r. szefem Warszawskiego Komitetu Obywatelskiego (WKO) zostaje mianowany Jan Lityński – matematyk, uczestnik Marca 1968 r., działacz Komitetu Obrony Robotników (KOR), a potem Solidarności. Pamięta, że na zebraniu Regionalnej Komisji Wykonawczej związku słyszy od kolegów po prostu: Janek, ty będziesz przewodniczącym. Jego pierwszym zadaniem jest zapewnić komitetowi siedzibę.

Poszedłem do przewodniczącego Rady Narodowej dzielnicy Śródmieście i byłem zdziwiony, bo on zwracał się do mnie per panie przewodniczący – opowiada Lityński. – A drugi raz się zdziwiłem, gdy zaproponował Niespodziankę na sztab WKO. Myślałem, że wyślą nas gdzieś na peryferia, a dostaliśmy lokal w samym centrum miasta.

24 kwietnia 1989 r. Lityński otwiera drzwi kawiarni z przerażeniem – w środku puste przestrzenie, barowe stołki ustawione pod ścianą, zapyziały lokalik w piwnicy, stara lada chłodnicza i ekspres do kawy. – Nie było pokoi, gdzie można pracować. Ale z drugiej strony to wyznaczyło sposób pracy, jakąś dobrą atmosferę, młyn pełen ludzi i pomysłów, jakim stała się później Niespodzianka.

„W ten kwietniowy poniedziałek, świeżo po decyzji o przyznaniu nam Niespodzianki, na kawiarnianych stolikach rozłożono plany zagospodarowania wnętrza i najbliższych okolic przyszłego biura wyborczego. Projekt został wykonany społecznie, dużym nakładem pracy, przez małżeństwo architektów pp. Kaliszewskich” – donosi 14 maja pierwszy numer nieregularnika pt. „Niespodzianka”. I dalej w podobnie euforycznym tonie: sztab analizuje bieżącą sytuację bez wytchnienia, Janek Lityński i sekretarz WKO Krzysztof Mordziński szukają sposobu na przechytrzenie przeciwnika, już działa księgowość i prawnicy, „komputery łapczywie gromadzą i wypluwają z siebie wydruki z rozmaitymi danymi, stuka dalekopis, alarmująco dzwoni sześć telefonów, mnóstwo zaaferowanych osób biega po schodach Niespodzianki z góry na dół. Plastycy z ogromnymi płachtami brystolu rozkładają się na blacie dawnego bufetu, kolorowymi kreskami wymalowują potrzebne informacje”. Na ścianach wiszą wielkie mapy województwa i plany Warszawy.

– To był ferwor, uniesienie, nie mieliśmy żadnej praktyki w działaniu, nie było mowy o wprowadzaniu jakiejś przemyślanej organizacji pracy – mówi Barbara Lis-Udrycka. – Państwo Kaliszewscy wygrodzili wnętrze ściankami działowymi. Na parterze kłębił się nieustająco tłum ludzi. Zgłaszali się do pomocy, inni przestrzegali, że wybory to na pewno oszustwo czerwonego i żebyśmy uważali.

„Czerwony” mówi się o przeciwniku wyborczym sprzed 20 lat do dzisiaj. Z czasem zapanuje przekonanie, że czerwony przesypia kampanię. Sprawdzają to ludzie z Niespodzianki na miesiąc przed wyborami – ktoś idzie do sztabu wyborczego PZPR i nie zastaje tam nikogo oprócz sprzątaczki. Żadnych ulotek albo zdjęć kandydatów. Tam chyba wszyscy popierają Solidarność – mówi po powrocie do kawiarni.

Ale czerwony czy – jak oficjalnie należało mówić w tamtym czasie – strona koalicyjno-rządowa i tak ma zapewnione przez umowę Okrągłego Stołu dwie trzecie miejsc w Sejmie. Tak naprawdę – mówi się w Niespodziance – czerwony wcale nie musi się ścigać w kampanii, bo tam idzie walka we własnych szeregach.

Opozycja musi dopiero znaleźć i wypromować swoich kandydatów. W Niespodziance tworzy się pionierski na tamte czasy wydział promocji kandydatów i idei, z którymi Solidarność staje do wyborów. Jeszcze w kwietniu 1989 r. Jan Lityński dzwoni do Zbigniewa Hołdysa – muzyka, dziennikarza, lidera legendarnego zespołu Perfect – umawiają się na rozmowę. Hołdys niedawno wrócił ze Stanów Zjednoczonych, interesuje się nowoczesnymi metodami public relations, czyta „Kulturę” paryską i prawdę mówiąc od dawna szuka kontaktu z tzw. opornikami. W Warszawie idzie do kościoł...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

~ Marcin Kołodziejczyk jest dziennikarzem „Polityki”.

Niespodzianka 2009

Muzeum Komunizmu i Inicjatywa Razem’89 oraz Urząd Miasta Stołecznego Warszawy zapraszają wszystkie osoby biorące udział oraz wspomagające  kampanię wyborczą Komitetu Obywatelskiego Solidarność w Warszawie na spotkanie w sobotę 23 maja w NIESPODZIANCE 2009, w godz. 15–22.

W InfoQulturze na placu Konstytucji 4 postaramy się odtworzyć atmosferę nieistniejącej już kawiarni (sztabu wyborczego) z przedwyborczych dni 1989 r. W czasie działania Niespodzianki (23 maja – 7 czerwca) będziemy zbierali relacje uczestników kampanii, dokumenty, zdjęcia, pamiątki, które w przyszłości wykorzystamy przy tworzeniu wystawy stałej Muzeum Komunizmu.

Prosimy o zgłaszanie chęci uczestnictwa w spotkaniu na adres muzeumkomunizmu@szrm.pl.

Ludwika Wujec i Wojciech Borowik