POLITYKA

Piątek, 19 kwietnia 2019

Polityka - nr 38 (2211) z dnia 1999-09-18; s. 80-81

Społeczeństwo

Artur Górski

Ach, jak nieprzyjemnie

Podstawowa różnica pomiędzy kajakarzami a wioślarzami polega na tym, że jedni wygrywają, a drudzy przegrywają. Mimo wszelkich podobieństw - woda, łódki, wiosła - różnic jest więcej. A właściwie są to dyscypliny zupełnie odmienne.

Ach, jak przyjemnie kołysać się wśród fal... - śpiewały pensjonarki w przeboju przedwojennego kina "Zapomniana melodia". Przyjemności tej zakosztowali niedawno polscy kajakarze, którzy podczas mistrzostw świata w Mediolanie zdobyli jedenaście medali, w tym trzy złote (zmagania te zostały przysłonięte jednak przez lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Sewilli). Złoto na mistrzostwach świata w Hiszpanii wywalczyli także kajakarze górscy. Jest to szczególnie ważne, gdyż poprzedni sezon nie był dla nich zbyt udany, a w przyszłym roku czekają ich zmagania na arenie olimpijskiej.

Prawie w tym samym czasie odbywały się w kanadyjskiej miejscowości St. Catherine wioślarskie mistrzostwa świata. Rok wcześniej w Kolonii polscy wioślarze osiągali sukcesy, łącznie ze złotym medalem dwójki Robert Sycz i Tomasz Kucharski, więc oczekiwania kibiców były spore. Skończyło się klęską, żadna z osad nie dotarła do półfinałów.

Dla tych, którzy niezbyt interesują się sportami wodnymi, porażka wioślarzy i jednoczesny sukces kajakarzy wydaje się czymś zgoła nielogicznym: przecież to tak podobne dyscypliny. Pojawiły się też rozmaite teorie (...