POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 38 (2723) z dnia 2009-09-19; s. 80-83

Nauka

Agnieszka Krzemińska

Ach, jak przyjemnie nabijać jest na pal...

Podtapianie, rażenie prądem, przypiekanie żywcem i inne współczesne tortury to nic w porównaniu z pomysłowością starożytnych. Najbardziej okrutni byli mieszkańcy Bliskiego Wschodu, masowo zabijali też Rzymianie.

Pala, na który miał być wbity skazaniec, nie zaostrzano, żeby zbyt szybko nie przebił wnętrzności i nie uśmiercił nieszczęśnika. Kładziono go na brzuchu z rozkraczonymi nogami i polewano oliwą. Uderzeniem młota wbijano drąg. Skazaniec wył z bólu. Gdy ustawiano go w pionie, pod ciężarem ciała pal wchodził głębiej. Głowa opadała na piersi. Omdlenie było wybawieniem od nieludzkiego cierpienia. Gapie rozchodzili się w przekonaniu, że król słusznie postąpił, skazując zdrajcę na kaźń.

Tak wyglądały egzekucje z rozkazu królów asyryjskich, perskich, a później władców i sądów średniowiecznych. Według prezesa węgierskiego związku literatów Tibora Cseresa, ostatnie wbicie na pal w majestacie prawa odbyło się w 1946 r. w Jugosławii. W ten sposób Serbowie zemścili się na węgierskim generale Ferenzu Szombathelyi, który w czasie wojny pozwolił na ludobójstwo w Nowym Sadzie. Ta przerażająca tortura, opisana również w „Trylogii” przez Sienkiewicza, symbolizuje niewyobrażalne ...