POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 21 (2299) z dnia 2001-05-26; s. 57

Kultura

Maja Wolny

Afrykańska hańba

Najlepsze i najsmutniejsze z dzieł Coetzee’go

Niecodziennie zdarza się, by w Polsce czytać południowoafrykański bestseller. To rzadkość, by u nas w ogóle coś o RPA przeczytać. No cóż – finis orbis – trudno tam dotrzeć, jeszcze trudniej zrozumieć. Chyba że za przewodnika weźmie się, tak jak ja podczas niedawnej podróży do RPA – najnowszą książkę J.M. Coetzee’go.

„Hańba” to jedna z bardziej ponurych książek, jakie się ostatnio ukazały. Jest tak pesymistyczna, że aż nie pasują do niej wszystkie radosne sukcesy, które jej towarzyszą od momentu wydania.

Książka zdobyła prestiżową nagrodę Booker Prize i ogólne uznanie krytyki. Coetzee’go uważa się za jednego z najwybitniejszych żyjących powieściopisarzy anglojęzycznych (jako jedyny sięgnął po brytyjską nagrodę po raz drugi), a „Hańbę” – napisaną w RPA pod koniec lat dziewięćdziesiątych – za najlepsze z jego dotychczasowych dzieł. Najlepsze i najsmutniejsze. Czytelnika się w tej książce nie kokietuje, nic mu się nie ułatwia. Ma on po prostu „Hańbę” przeczytać, jakoś wytrzymać – tak jak jej bohaterowie wytrzymują, żeby przeżyć.

Czym więc jest „Hańba”? Ten utwór zbyt pesymistyczny jak na romans i za okrutny nawet na kryminał, ten gatunek o smaku popiołu? Powieść zaczyna się raczej beztrosko: „Jak na mężczyznę w tym wieku – ma pięćdziesiąt dwa lata i jest rozwiedziony – problem seksu rozwiązał nie najgorzej”. Profesor David Lurie, wykładowca literatury na ...