POLITYKA

Sobota, 20 lipca 2019

Polityka - nr 48 (2682) z dnia 2008-11-29; s. 74-76

Historia

Jerzy W. Borejsza

Agentomania

Słowo agent w polskim imaginarium historycznym tak dalece zmieniło swoje znaczenie w ciągu ostatnich 200 lat, że zestawienie różnych jego znaczeń mogłoby zająć kilka sążnistych tomów.

Agentami kolejnych jawnych czy podziemnych rządów polskich byli kompozytor Michał Kleofas Ogiński, poeta Juliusz Słowacki czy książę Władysław Czartoryski.

Agent dyplomatyczny, wysłannik, reprezentant – to pierwsze skojarzenia, jakie się nasuwają po przejrzeniu kopii dokumentów z archiwum Czartoryskich. Ale, rzecz jasna, od stuleci istniało słowo „agent” piętnujące osobę, która donosiła na bliźnich. Z epoki sprzed 200 lat można przypomnieć od razu epigramat Aleksandra Puszkina w przekładzie Juliana Tuwima:

Nie w tym sęk, żeś ty Polak, duszko!
Lach jest Mickiewicz, Lach Kościuszko,
Bądź sobie Tatar czy mandaryn,
Bądź Żyd – i to nie żaden wstyd,
Ale w tym sęk, żeś ty Vidocq Figlarin.

Vidocq Figlarin był wówczas znanym francuskim agentem policyjnym. Puszkin piętnował zruszczonego Polaka Tadeusza Bułharyna (1789–1859), niegdyś oficera napoleońskiego, później zaś cenzora i współpracownika policji carskiej, znanego w Rosji pisarza historycznego. Ale życie agentów-donosicieli bywa niejednoznaczne, a sam Mickiewicz nie kwapił się z potępieniem Faddieja Bułgarina, który, jak wiadomo, przepuszczał ...