POLITYKA

środa, 20 lutego 2019

Polityka - nr 4 (3195) z dnia 2019-01-23; s. 25-27

Polityka

Ewa Siedlecka

Aktywiści „terroryści”

Aktywiści Greenpeace’u byli śledzeni przez setki policjantów. Za działaczami po całej Polsce jeździły setki samochodów. Udaremniano akcje na rzecz ochrony klimatu w trakcie, gdy o tej ochronie debatowano na Szczycie Klimatycznym ONZ, COP24.

Czy takie działania mieszczą się w polskim porządku prawnym? I w granicach zdrowego rozsądku? Krzysztof Cibor, Greenpeace: – Z punktu widzenia obywateli angażowanie setek funkcjonariuszy do śledzenia naszych działaczy jest szkodzącym bezpieczeństwu absurdem. Jeden z naszych kolegów był śledzony przez kilkanaście godzin, gdy przewoził swoje prywatne meble z jednego lokalu do drugiego. Działania policji odbieramy jako nękanie i zastraszanie. Nasi aktywiści nie są przestępcami, a nasze akcje mają charakter pokojowy. Nie stwarzamy zagrożenia, nie dopuszczamy się ataków, nie dokonujemy zniszczeń. Jeśli zdarzy się naruszenie przepisów, to w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa: nie unikamy odpowiedzialności.

Pod okiem drona

Na kilka dni przed Szczytem w Katowicach, rankiem 27 listopada, aktywiści Greenpeace’u wspięli się na 180-metrowy komin elektrowni w Bełchatowie. To był protest przeciwko bierności polityków wobec kryzysu klimatycznego. Siedmioro działaczy Greenpeace’u z Polski, Austrii, Chorwacji, Indonezji, Niemiec, Szwajcarii i Węgier spędziło na kominie dwa dni. Protest był pokojowy, nie ...