POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 7 (3198) z dnia 2019-02-13; s. 45-47

Świat

Artur Domosławski

Ameryka generałów

W Wenezueli i kilku innych krajach Ameryki Łacińskiej wojsko znów staje się arbitrem w rozstrzyganiu konfliktów politycznych. To tradycja i zmora regionu.

Najgorętszy konflikt, w którym bardzo wiele zależy od wojskowych, rozgrywa się obecnie w Wenezueli. Dwóch prezydentów i dwa parlamenty (!) – takie jest dzisiaj status quo – zabiegają o poparcie armii, która w najbliższych tygodniach może przesądzić, kto będzie zwycięzcą tego sporu.

Samozwańczy prezydent i zarazem przewodniczący jednego z dwóch wenezuelskich parlamentów Juan Guaidó wydał wojskowym – symboliczny raczej – rozkaz, żeby w czasie ulicznych manifestacji nie ważyli się strzelać do współobywateli. Zapowiedział też amnestię dla tych, którzy do tej pory brali udział w tłumieniu protestów przeciwko rządowi Nicolása Madura. Tę zapowiedź odczytuje się jako zachętę dla mundurowych do wypowiedzenia posłuszeństwa dotychczasowemu zwierzchnikowi, tj. prezydentowi Madurze.

Wśród przeciwników autokratycznych rządów Maduro od dawna szerzy się wiara, że wojsko jest w istocie rzeczy podzielone – tyle że informacje na ten temat są niezwykle skąpe. Przecież szeregowcy, a i zapewne niżsi oficerowie, odczuwają kryzys wywołany obłąkaną polityką gospodarczą rządu tak samo dotkliwie ...