POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 37 (2620) z dnia 2007-09-15; s. 48-51

Świat

Marek Ostrowski

Amerykanin w Paryżu

Francja ma nowych aktorów w polityce zagranicznej. To nowy prezydent, któremu stuknęło właśnie pierwsze sto dni, jego charyzmatyczny minister spraw zagranicznych Bernard Kouchner, ale i tajemnicza żona prezydenta Cécilia.

Dotąd było nie do pomyślenia, żeby prezydent Francji jechał na wakacje do Ameryki. Owszem, Jacques Chirac objeżdżał USA, a nawet mało co nie ożenił się z Amerykanką, ale wtedy nie tylko prezydentura, ale nawet polityka nie była mu w głowie. Za to Sarkozy bez żenady udał się nad malownicze jezioro Winnipesaukee, o dwie godziny drogi samochodem od posiadłości rodziny Bushów nad Oceanem.

Czy rzeczywiście Sarkozy położy kres francuskiemu boczeniu się na Busha i Amerykanów? Podczas kampanii wyborczej nazywano go Sarko-Amerykaninem; w Nowym Jorku wyznał kiedyś zdumionym studentom: „W moim kraju zawsze czułem się trochę obcy”. Dlaczego? Bo we Francji nie ceni się ciężkiej pracy i osobistego wysiłku – a te hasła zaważyły na zwycięstwie wyborczym hiperaktywnego prezydenta.

Ciężka praca jest bodaj najważniejszym wyróżnikiem prezydenta, choć jako uczeń bimbał sobie na wszystko i nieźle rozrabiał. W domu rodzinnym się nie przelewało. Rodzice się rozeszli. Pal, ojciec, uciekinier z Węgier, bardzo przystojny – występował nawet jako model ...

Ona jest jego piętą achillesową

Rozmowa z Catherine Nay, biografką francuskich prezydentów

 

Marek Ostrowski: – Nawet wrogowie przyznają, że Sarkozy tryska energią.

Catherine Nay: – Początek jego prezydentury przypomina całe jego dotychczasowe życie polityczne. Ilekroć zajmował jakieś stanowisko, mera Neuilly, ministra budżetu czy ministra spraw wewnętrznych, jego praca wykraczała poza normalną skalę. Został merem w wieku 28 lat; znał w swoim mieście każdy sklep, budynek, pytał ludzi,  jakie mają problemy. Wiedział o każdym pogrzebie, egzaminie, chrzcinach, operacji, wszystkim wysyłał listy. Wtedy mówiono: jest młody, więc ma energię młodzieńca. Kiedy został ministrem budżetu, był jednocześnie rzecznikiem rządu, a potem, po dymisji innego ministra, także ministrem komunikacji. Kierował więc trzema ministerstwami. Dodatkowo premier Edouard Balladur konsultował się z nim we wszystkich sprawach, w istocie pełnił funkcję wicepremiera. Ta nienormalna energia nawet mu szkodzi, bo ludzie mówią, że chce za dużo, że rozsadza go ambicja. Francuzi do tego nie nawykli, bo jak ktoś idzie do polityki, to tydzień pracy kończy w piątek po południu. Dla niego polityka jest non stop.

Mimo pani pochwał jesień może być dla Sarkozy’ego wielką próbą. Znów zaczną płonąć samochody na przedmieściach?

Sarkozy nie ma środków budżetowych na miarę swoich ambicji. Zapewne Francuzi zaczną się burzyć jak zwykle. Korzystniejsza sytuacja Sarkozy’ego wiąże się z tym, że we Francji właściwie nie ma opozycji. Francuzi wiedzą, że nie mają go kim zastąpić. Przede wszystkim nie ma takiego drugiego na prawicy, nikogo z jego siłą, a na lewicy w ogóle brakuje przywódcy.

Czy Francuzi lubią polityków wyniosłych, z dystansem, takich jak Giscard d’Estaing, czy takich właśnie, z którymi łatwo być na „ty”?

Sarkozy jest serdeczny, bliski. Na razie im się podoba. Ale Francuzi to lud o humorach zmiennych, kto wie, co będzie za pół roku? W tej sprawie nie ma żadnych reguł. Giscard miał obsesję na punkcie szlachectwa, w istocie nie pochodził ze szlachty, jego ojciec kupił tytuł, nazywał się tylko: Giscard. Zgoda, miał prezencję, powagę, ale nie mamy w rodzinie nikogo, kto przypominałby Giscarda, wielkiego, ale dziwnego ptaka, są raczej ludzie w stylu Chiraca czy Sarkozy’ego. Dziś takie postacie raczej się nie podobają, choć trzeba przyznać, że miał talent prezentowania problemów w telewizji. Słuchając jego wystąpień, ludzie odnosili wrażenie, że wiedzą więcej. Mitterrand, Giscard, Pompidou lubili historię i dobrze ją znali. Zresztą, kto dobrze zna historię, lepiej rozumie przyszłość. Sarkozy wykształcił się właściwie sam; jego dziadek, lekarz, nie był wychowany w tej kulturze, nie miał zresztą czasu. Ani matka. Sarkozy siedział dużo przed telewizorem, ale jak zdecydował się robić politykę – przestudiował wszystkie biografie ludzi, którzy odnieśli sukcesy: Ludwika XIV, Richelieu, Napoleona, de Gaulle’a. Robił sobie fiszki – to niezwykłe! Posiadł więc również tę kulturę historyczną, tyle że sam.

Paradoksalnie, za słabą stronę prezydenta uważa pani jego żonę Cécilię. Jak pani to wytłumaczy? Wydawałoby się, że we Francji kobiety nie mają tak silnej pozycji, tymczasem Sarkozy, niedawno przez nią porzucony, błaga ją na kolanach o powrót? Taka postawa to plus w polityce?

Przeciętni Francuzi niewiele wiedzieli o ich wzajemnych stosunkach. Ale ministrowie, nawet obecnie, informują, że na posiedzeniach w Pałacu Elizejskim, kiedy dzwoni od niej telefon, on przerywa wszystko.

Powiedział mi sam przed wyborami: „Nie interesuje mnie Pałac Elizejski, jeśli jej tam nie będzie. Bez niej, bez życia rodzinnego – nie utrzymam się tam”. A przecież opuściła go na cały rok. Wyjechała do Nowego Jorku z innym mężczyzną! Kiedy przyjeżdżała do Francji, wychodził na lotnisko, traktował ją jak księżniczkę. Wiedział, że opowiadam o tym małżeństwie w książce, powiedział coś takiego: „To moja Jackie Kennedy”, jest z niej dumny. Ona zaś naprawdę jest trudna do zniesienia. Kapryśna. Nieprzewidywalna. Bardzo nerwowa, skłonna do depresji. Poza tym, moim zdaniem, ona go nie kocha. Nicolas spotyka się ze swymi braćmi czy z matką tylko wtedy, kiedy jej nie ma. Ona jest skłócona ze wszystkimi.

To bardzo trudna sytuacja. Jak na Pierwszą Damę Francji.

Sytuacja trudna dla niego. Misję w Libii, uwolnienie bułgarskich pielęgniarek, powierzył jej głównie dlatego, że myślał, iż takie zajęcie ją zainteresuje. Ona ma klasę, wszyscy to widzieli, kiedy wysiadała z samolotu na pierwszym wielkim spotkaniu przywódców grupy G-8 w Heiligendamm. Po czym odjechała stamtąd nazajutrz rano pod pretekstem przygotowań do urodzin córki. Jeszcze gorzej było w USA, kiedy nie zjawiła się na kolacji, którą szykowali dla nich Bushowie w prywatnej rezydencji. Wymówiła się chorobą. To niepoważne. W tej grze albo się gra, albo nie. Każdy jej wyjazd go podminowuje. Jest od niej uzależniony. Ona jest jego piętą achillesową. Ale też dodaje mu cech romantycznych, stosunki między nimi przypominają Napoleona i Józefinę.

Catherine Nay jest dziennikarką i pisarką, komentatorką radia Europe 1. Napisała m.in. biografie Valery’ego Giscarda d’Estaing, Françoisa Mitterranda, Jacques’a Chiraca i Nicolasa Sarkozy’ego. Tę ostatnią wydano w Polsce wiosną br. pod tytułem „Pragnienie władzy”.