POLITYKA

środa, 24 lipca 2019

Polityka - nr 26 (2660) z dnia 2008-06-28; s. 108-113

Na własne oczy

Filip Springer

Anarchiści z ulicy Rozbrat

Właściwie to nie trzeba wiedzieć, gdzie to jest. Na murze będzie wisiała tablica, że ta ulica nazywa się Rozbrat. Tyle że w Poznaniu takiej ulicy nie ma. Ale Rozbrat jest, choć wszystko wskazuje na to, że wkrótce zniknie.

Taksówkarz zapytany o Rozbrat mruknie potakująco i zawiezie. Tyle że kto tam jeździ taksówką? Chodząc po mieście, też z łatwością można zorientować się, że jest się w pobliżu. Na murach pojawią się napisy „Oj biada, biada, wielki Babilon upada” albo „Bóg Ojciec wybacza, Matka Anarchia nigdy”. W końcu trafi się na piaszczystą uliczkę wciśniętą między salon z ekskluzywnymi samochodami a zakład jubilerski. Kilka kroków i już. Jest skłot. Niby jest, jeszcze jest, to już właściwie go nie ma.

Matoł walczy do końca

Zmęczone oczy dostrzegły, że za oknem może być inaczej. Zmęczone oczy dostrzegły, że za oknem także świeci słońce – wykrzykuje ze sceny Matoł, wokalista anarchopunkowej kapeli Apatia. Dla niego świat oglądany przez okna skłotu Rozbrat wygląda rzeczywiście lepiej. I nie tylko dlatego, że większość z nich sam wprawiał. Matoł jest jedną z trzech osób, które spędziły tu pierwszą noc – to było ...