POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 14 (2549) z dnia 2006-04-08; s. 50-52

Świat / Izrael

Roman Frister

A mury rosną

Powyborcza układanka okazuje się kłopotliwa. Partia Kadima, której przewodzi Ehud Olmert, nie zdobyła takiej ilości mandatów, aby dyktować warunki. To – obok zwycięstwa Hamasu w Palestynie – sprawia, że proces odprężenia na Bliskim Wschodzie nie będzie ani trochę łatwiejszy.

Zawsze marzyłem o wielkim Izraelu, rozciągającym się od Morza Śródziemnego po rzekę Jordan. Dzisiaj rozumiem, że był to sen nierealny. Również wy, Palestyńczycy, marzycie o Bliskim Wschodzie bez naszej obecności. Także wasz sen nie jest realny. Dlatego zanim rzeczywistość obudzi nas w morzu krwi, proponuję prezydentowi Mahmudowi Abbasowi wspólne szukanie kompromisu”.

Tak mówił Ehud Olmert, niewątpliwie następny premier Izraela, trzy godziny po zamknięciu urn wyborczych, patrząc prosto w obiektywy kamer telewizyjnych z całego niemal świata. Można powiedzieć, że był to początek rokowań. Jednak nie z Palestyńczykami. Z politykami Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Od tej chwili punkt ciężkości zabiegów o nowe granice państwa żydowskiego przeniósł się z Zachodniego Brzegu na arenę międzynarodową.

Niestety, również dramatyczny apel zwycięzcy wyborów nie wydaje się realny. Wiadomo, że Mahmud Abbas jest figurantem pozbawionym możliwości podejmowania decyzji. Prawdziwą władzę sprawuje zaprzysiężony w ubiegłym tygodniu rząd Hamasu. A ten nie chce pertraktacji z ...