POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 3 (2941) z dnia 2014-01-15; s. 55

Historia

Marian Turski

Anegdoty i fakty

„Pisma wybrane” Władysława Bartoszewskiego oferują czytelnikowi szeroką panoramę na współczesny świat, nakreśloną piórem historyka, dyplomaty i znakomitego gawędziarza.

Zacznę od anegdot. Władysław Bartoszewski wspomina niejakiego Jerzego Meringa. „Był to człowiek osobliwy i pokręcony. Był adwokatem, a także radcą prawnym KC PZPR. On wyciągnął mnie z więzienia (w 1954 r.; w więzieniu peerelowskim Bartoszewski siedział prawie sześć lat) za namową jednego z moich przyjaciół. W 1957 r. człowiek ten wyjechał do Izraela. Kilka lat później dowiedziałem się, że odsiaduje on w jednym z tamtejszych więzień wyrok dożywotniego więzienia…” – za zamordowanie niewiernej żony i jej kochanka. I oto pojawia się Bartoszewski w Izraelu w 1963 r., by odebrać dyplom Sprawiedliwego wśród Narodów Świata, i przy okazji pyta się wysokiego urzędnika tamtejszego MSZ, „czy nie można by coś zrobić dla jednego z więźniów skazanych na dożywocie. – Araba? – spytał on. – Nie, waszego. – Żydzi nie są w Izraelu więźniami politycznymi. – A kto panu powiedział, że chodzi o politycznych?...”.

Krótko mówiąc – Władysław Bartoszewski napisał do prezydenta Izraela prośbę o złagodzenie wyroku dla więźnia Meringa. Po kilku latach, bo w 1967 r., tenże wyszedł na wolność. „Jednak – kończy wspomnienie Bartoszewski – do końca nie mógł się nadziwić, że zwykły goj upomniał się u prezydenta Izraela o niego, Żyda, ekskomunistę. A wniosek z tej opowieści jest taki, że nigdy nie wiadomo, jak może zwrócić się dobro wyrządzone komuś innemu”.

I jeszcze jedna anegdota z dużo wyższej półki. W 1995 r. kanclerz Niemiec Helmut Kohl przyjechał z wizytą oficjalną do Warszawy. Państwo Bartoszewscy przyjaźnili się już od pewnego czasu z państwem Kohl (spędzali nawet razem urlop), więc Bartoszewski – półprywatnie, a może całkiem prywatnie – sugeruje kanclerzowi, że powinien pojechać do Oświęcimia, a on mu będzie towarzyszył. „Przecież już tam byłem – odparł. – Ja też tam byłem! – przypomniałem mu. Trzeba podać dyplomatyczne wyjście każdemu, żeby mógł twarz zachować…”.

Te i inne liczne anegdoty – ponieważ profesor Bartoszewski ma wybitne poczucie humoru i bardziej jeszcze niebywałą pamięć – wydobyte zostały z archiwum prywatnego profesora i pomieszczone (wśród innych, również publikowanych wypowiedzi) w „Pismach wybranych”, wydanych bardzo starannie (ze świetnie opracowanymi przez Andrzeja Krzysztofa Kunerta przypisami i glosami) przez krakowskie Wydawnictwo Universitas.

Cytuję tom szósty, bo on zamyka te pisma wybrane. Spisane są w nim między innymi wykłady profesora: o polskim państwie podziemnym, o problematyce polsko-niemieckiej, o zaszłościach polsko-żydowskich, o Izraelu (bardzo ciekawe rozmyślania o tym, że temu państwu dużo bliżej do Unii Europejskiej niż Turcji), o najnowszej historii Polski.

Tu chciałbym w szczególności odnotować bardzo cenne wspomnienie o „Gazecie Ludowej”, organie mikołajczykowskiego PSL w pierwszych latach powojennych. Kilka tekstów rozważa także wszystkie „za” i „przeciw” na temat powstania warszawskiego. Bartoszewski przedstawia argumenty adwersarzy, m.in. swojego przyjaciela Wiesława Chrzanowskiego, ale prezentuje pogląd, że „gdyby go [powstania] nie było, mieliby [włodarze PRL] ze społeczeństwem polskim łatwiejsze zadanie”.

Bardzo ciekawe są rozmyślania profesora o IPN. Sam uzyskał zresztą dostęp do ubeckich teczek jego dotyczących. Niesamowite: na liście imiennej osób, które zajmowały się Bartoszewskim, od „kaprala po generała, prokuratorzy i sędziowie wojskowi, oficerowie śledczy, straż więzienna” – figuruje co najmniej 418 osób, ale bardziej prawdopodobne – 480! I komentarz: „Jako historyk wielce sobie cenię wartość archiwów, przekazów, dokumentów, dowodów, które powinny służyć budowaniu prawdziwego obrazu naszej przeszłości (…) rzetelne i obiektywne opracowania naszych najświeższych kart historii jest wielką potrzebą chwili. Ale przecież nie będziemy jej pisać tylko na podstawie esbeckich akt…”.

Opowieść Władysława Bartoszewskiego o jego współpracy z Radiem Wolna Europa jest pasjonująca. Współpracy supertajnej, o której wiedziały na całym (!) świecie tylko trzy osoby. Arcyciekawy jest przy tym swoisty poradnik konspiratora, jaki profesor przedstawia.

Zasadą Bartoszewskiego jest, że nie podaje szczegółów o swoich przyjaciołach i znajomych. Zapewne dlatego, że nie wie, czy życzyliby sobie tego za życia. Natomiast gdy odchodzą – uważa, że jego powinnością jest ujawnienie tych szczegółów dla potomności. Wydaje się to słuszne i sprawiedliwe.

W tym tomie przykładem najlepszym może być podanie do wiadomości szczegółów z życia i przeszłości i genealogii jednego z najznakomitszych Polaków w Europie, Stanisława Lema.

Zakończę również anegdotką. Bartoszewski: „Kiedyś zapytałem go [Lema], z własnej ciekawości (…): powiedz mi, jak ty widzisz jako futurolog przyszłość Polski, Europy, ludzkości za kilka pokoleń. A on mi na to: po pierwsze, ja nie mam pojęcia, po drugie, ja na ten temat się wypowiadam tylko za pieniądze. Tobie ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]