POLITYKA

środa, 24 lipca 2019

Polityka - nr 42 (2727) z dnia 2009-10-17; s. 60-61

Kultura

Karol Jałochowski

Arkadia z wadą wrodzoną

Thomas Pynchon, autor nieuchwytny jak kwiat paproci, napisał kolejną książkę. Zaledwie trzy lata po poprzedniej! Już choćby z tego powodu powieść „Inherent Vice” jest wydarzeniem.

Pierwszą książkę „V.” wydał Pynchon w 1963 r., drugą (ale króciutką) „49 idzie pod młotek” trzy lata później. Na trzecią powieść „Tęcza grawitacji” czekać trzeba było sześć lat. Na czwartą „Vineland” siedemnaście. Na piątą „Mason i Dixon” siedem. Potem dziewięć. Aż tu nagle, zaledwie trzy lata po „Against the Day”, mgnienie oka w pynchonowskiej skali czasowej, mamy „Inherent Vice”.

Wydawca zapowiadał „Inherent Vice” jako typową dla pisarza kryminalną igraszkę w psychodelicznym stylu noir, historię prowadzącego dochodzenie w sprawie kochanka swojej byłej dziewczyny prywatnego detektywa Larry’ego (Doca) Sportello, który całkiem znośnej lekkości bytu doświadcza za sprawą substancji pochodzenia roślinnego i nie tylko. Jest on świadkiem końca ery wolnej miłości i początku ery skierowanej w kontrkulturę paranoi, wkradającej się do Los Angeles pod osłoną nadciągającej znad oceanu mgły.

Skazani na zagładę

Fabuła spełnia obietnicę zapowiedzi. Jest też zaskakująco prosta – jak na Pynchona. Czarująco zepsuty, nonszalancko lekceważący normy mody i obyczajów Sportello, prenumerator jednego tylko czasopisma fachowego „...

Kwestia P.

Dr Paweł Frelik prowadzi kursy z literatury amerykańskiej, science fiction i kultury niepopularnej na UMCS w Lublinie. Pynchonista. Pytamy go o to, czy...

...Pynchon istnieje?

Chyba tak. Przecież wystąpił w torbie na głowie w jednym z odcinków „Simpsonów”. A poważnie, istnieje, chociaż dokumentacja dotycząca jego życia jest zadziwiająco skąpa, a część zaginęła w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Pamiętał go za to Vladimir Nabokov – Pynchon podobno siedział z tyłu sali na jego zajęciach i zadawał zaczepne pytania.

Czy Pynchon aby na pewno jest człowiekiem, a nie automatem kompilującym kilka niezmiennych wątków (ukryte prawidłowości, spiski, entropia)?

Biorąc pod uwagę poprzednie pytanie – jest człowiekiem. Co więcej, powtarzalność pewnych motywów jeszcze bardziej podkreśla jego człowieczeństwo. Dla Pynchona pisanie to sposób wyrażania swojej wizji Stanów Zjednoczonych i świata.

Czy Pynchon jest pojedynczą osobą, czy może tajną grupą anonimowych autorów?

Były takie teorie, ale zostały rozmontowane – tak samo jak przypuszczenia, że jest alter ego Salingera.

Czy Pynchon jest komunistą?

A kto to jest komunista?

Czy Pynchon jest hipisem?

Zdecydowanie tak – nie ze względu na życiorys, a przekonania, jakie prezentuje w powieściach. Głęboki sceptycyzm wobec instytucji, świadomość ułomności ludzi z jednoczesną sympatią dla większości z nich, oldskulowy amerykański indywidualizm – to koncepcje ważne dla lat 60. i hipisowskiej kontrkultury.

Jak Pynchon zdołał przez ponad 40 lat utrzymać anonimowość?

Jak to się mówi dzisiaj – brak parcia na szkło i odmowa medialności – tyle że konsekwentnie utrzymane od samego początku. Z drugiej strony, jego tajemniczość jest tyleż legendarna, co przesadzona. Pynchon ma przyjaciół, którzy wiedzą, gdzie mieszka, do którego chodzi kina, do której restauracji, a w przeszłości zbierał materiały do książek w kilku bibliotekach w USA i Wielkiej Brytanii.

Gdzie mieszka Pynchon?

W Nowym Jorku – tam mieszka jego żona, która od jakiegoś czasu jest jego agentką literacką, a w separacji ponoć nie są.

Czego słucha Pynchon?

Na pewno Spike’a Jonesa i zespołu LOTION – jest autorem komentarzy (liner notes), które znalazły się na ich albumach. Jest też ponoć fanem Roky’ego Ericksona.

Co czyta Pynchon?

Na pewno przeczytał debiutancką powieść Steve’a Ericksona „Dni pomiędzy stacjami”, na której okładkę napisał potem entuzjastyczny blurb.

Czy Pynchon nosi wąsy?

Jeśli wierzyć niewyraźnym i nie do końca zweryfikowanym zdjęciom CNN z końca lat 90. – tak.