POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 26 (2147) z dnia 1998-06-27; s. 38-40

Świat

Zygmunt Kubiak

Ateny: wyniosłość kamiennego klepiska

Każdy dobry Europejczyk przybywający do Aten myśli przede wszystkim o Akropolu. Szczyt skalistej wyniosłości - dosyć płaski, bo od pradawna umyślnie wyrównywany - ma kształt nieregularnie owalny, wydłużony po stronie południowej i północnej. Nieco krętą drogą albo przejściami skrótowymi, których kamienie zagrażają słabszym butom, dochodzi się do strony zachodniej.   Do tego miejsca w świecie antycznym dobiegał szlak procesji, odprawianej w porze tak zwanych Panatenajów, największego święta ku czci Patronki miasta, bogini Ateny.

Dziś na kamienne klepisko Akropolu wstępuje się po schodach wśród potrzaskanych, lecz nadal pięknych, kolumn Propylejów, olbrzymiego przedsionka marmurowego, wznoszonego u schyłku epoki Peryklesa, nigdy zresztą nieukończonego, bo dłuta wytrącił z rąk początek wojny peloponeskiej. Co jeszcze zdołano zbudować, już wśród zmiennych kolei wojny, to świątynkę Ateny Nike na prawym (gdy się patrzy wchodząc) bastionie Propylejów, do dziś świecącą pentelikońskim marmurem, zaiste zwycięską.

Na klepisku, między zwalonymi głazami, dwie stoją budowle przynajmniej po części ocalałe, obie cudowne. Wspanialszy jest Partenon, który witał nas już jadących samochodem przez śródmieście, przybytek Ateny Partenos, doskonały kształt dorycki, biały na tle nieba upalnej nocy. Sam Perykles i jego przyjaciel Fidiasz doglądali pracy wielkich architektów nad budowlą, która miała trwać właściwie nie naruszona przez dwa tysiące lat, aż do fatalnej godziny siódmej wieczorem 26 września 1687 r., gdy podczas oblężenia Aten pocisk z weneckiego moździerza trzasnął w skład prochu, jaki broniący się Turcy urządzili sobie w samym środku Partenonu. ...