POLITYKA

Piątek, 18 stycznia 2019

Polityka - nr 46 (2731) z dnia 2009-11-14; s. 108-113

Na własne oczy

Cezary Łazarewicz

Atom przechowany w Świerku

Wszystko wskazuje na to, że wiele lat po Ghanie, Albanii i Bangladeszu i Polacy będą mieli narodowy program jądrowy. Najbardziej czekają na niego, już od pół wieku, fizycy w Świerku.

Najważniejszą cechą polskich fizyków atomowych okazała się cierpliwość. Najcierpliwszy okazał się prof. Stefan Chwaszczewski z Instytutu Energii Atomowej, który czeka na elektrownię atomową od 57 lat. W 1952 r., gdy rozpoczynał studia na Uniwersytecie Moskiewskim, było jasne, że nic tak ściśle tajnego nie może w Polsce powstać. Ale pewne ślady rozluźnienia profesor odczuł w okolicach 1955 r., gdy pozwolono mu przekroczyć mury radzieckiego instytutu fizyki jądrowej, który wcześniej oficjalnie nie istniał. – Nawet notatek stamtąd nie można było wynosić – wspomina.

Potem już był długi okres oczekiwania na pierwszą polską atomówkę. Światełko w tunelu mogło się pojawić w latach 70., ale się nie pojawiło. – Jeden z bossów partyjnych powiedział wtedy, że jego sumienie patriotyczne nie pozwala mu mówić o energetyce jądrowej, gdy rządzi król węgiel – wspomina prof. Chwaszczewski i dodaje, że gdy Polska rozwijała swoją potęgę węglową, kraje bezwęglowe rozwijały atomówki. W tym czasie powstało na świecie 436 elektrowni jądrowych, które dają 16 proc. ś...

Więcej zdjęć z ośrodka jądrowego w Świerku na: www.polityka.pl/oczy