POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 40 (2524) z dnia 2005-10-08; s. 12-13

Raport / Raport wyborczy. Wybory 2005

Jacek Żakowski

Atrakcyjny Kazimierz

Naród wybrał Kaczyńskich. Dla wielu był to szok. Nie wiadomo dlaczego. Kaczyńscy wybrali Marcinkiewicza. Znowu szok. I też nie wiadomo dlaczego. Teraz będzie wybierał Marcinkiewicz. Znów będzie szok. Dlaczego?

Spodziewałam się tego – stęknęła podobno żona Kazimierza Marcinkiewicza, kiedy krótko przed konferencją prasową zadzwonił do domu, żeby ostrzec rodzinę, że jest kandydatem PiS na urząd premiera. Była to pewnie jedyna osoba, która w taki sposób przyjęła decyzję braci Kaczyńskich. Wszyscy inni byli zaskoczeni, zdziwieni, poruszeni, rozczarowani, nieufni lub wręcz oburzeni.

Dlaczego akurat Kazimierz Marcinkiewicz? Można powiedzieć, że Jarosław Kaczyński nie miał wielkiego wyboru. Personalnie PiS jest partią rozległą, ale niezbyt bogatą. Zwłaszcza gdy chodzi o obsadzenie urzędu wymagającego orientacji w sprawach gospodarczych, zdolności organizacyjnych, doświadczenia w administracji rządowej i radzenia sobie na arenie międzynarodowej. Trudno w PiS znaleźć kogokolwiek innego mogącego spełnić choćby te kryteria. A przecież musiał to też być ktoś mający szansę dogadać się z Platformą. W tym sensie Marcinkiewicz jest skarbem niezwykle atrakcyjnym i praktycznie bezkonkurencyjnym.

Na pytanie, skąd się taki bierze, najprościej by było powiedzieć, że z Gorzowa. Ale bardziej trafna byłaby odpowiedź, że z Ruchu Młodej ...

Niezbyt udał się Prawu i Sprawiedliwości manewr z wystawieniem Kazimierza Marcinkiewicza na premiera. Tylko co szósty respondent naszego sondażu uwierzył, że to poważna propozycja. Ponad trzykrotnie więcej osób uznało, że to tylko taktyczna zagrywka, a po wyborach prezydenckich przyjdzie czas na kolejne rozdanie. Jednak blisko 30 proc. przyznało, że nie ma pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi i trudno to zapisać PiS na plus.