POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 21 (3060) z dnia 2016-05-18; s. 53-55

Świat

Piotr Kowalczuk

Baby-mafia

Mówią o nich paranza – narybek, drobnica. Neapol, stolicę włoskiego bezprawia, opanowali bezwzględni gangsterzy, którzy dopiero zaczęli się golić.

Od roku, przedtem co miesiąc, a teraz co tydzień, czasem rano, a czasem wieczorem, Neapol jest sceną nowego gangsterskiego rytuału: kilku zamaskowanych młodzieńców na podrasowanych skuterach przejeżdża z wyciem silników i urządza sobie palbę. Strzelają, gdzie popadnie: w powietrze, ale i w okna, wystawy, żaluzje, samochody. Z rewolwerów i kałachów. Nie żeby zabić, ale żeby zastraszyć i pokazać, kto tu rządzi.

Tę demonstrację siły, nie bez poczucia makabrycznego humoru, nazwali „stesa”. Od stendere – rozłożyć, rozciągnąć. Bo wtedy sterroryzowani ludzie w panice rzucają się na ziemię, a przecież, przynajmniej ze skutera, wygląda to bardzo zabawnie. Choć naturalnie są i ofiary zbłąkanych kul, jak latem ubiegłego roku 17-letni Genny czy 16-letni Davide w dzielnicy Sanità. Ale ludzkie życie nie ma dla nich żadnej wartości. Rano skatowali, a wieczorem zabili 21-letniego mechanika za to, że nie chciał im podrasować skutera. Potrafią zabić za krzywe spojrzenie na dziewczynę na dyskotece.

Wybitny znawca materii, neapolitańczyk Roberto Saviano, autor ...