POLITYKA

Sobota, 19 stycznia 2019

Polityka - nr 2 (3193) z dnia 2019-01-09; s. 24-26

Społeczeństwo

Paweł Walewski

Badają, co ślina na język przyniesie

Polska z nieuregulowanym statusem komercyjnych badań genetycznych pozostaje skansenem Europy. Jedne firmy próbują na podstawie testów określić nasz poziom empatii, a inne – czy powinniśmy solić jajka. A między tym wszystkim ryzyko raka, schizofrenii i innych ciężkich chorób...

W kuluarach ostatniego kongresu medycyny estetycznej i anti-aging w warszawskim hotelu Hilton rzucały się w oczy dwie rzeczy: napompowane jak pontony usta lekarek, które marnie zaświadczały o ich kwalifikacjach, oraz nie mniej nadmuchany temat testów genetycznych, oferowanych szumnie jako „narzędzie wspomagające w medycynie estetycznej”.

Choć był to 18. kongres, po raz pierwszy poświęcono takim badaniom jedną z sesji plenarnych. Czyżby z nadzieją, że skoro specjalistki od odmładzania nie radzą sobie z instrumentami do powiększania warg, to może „narzędziami genetycznymi” wyrządzą pacjentkom mniejszą krzywdę? Bo przecież, jak zachęcali na stoiskach przedstawiciele firm genetycznych, dzięki nim przyciągną więcej klientów skłonnych poznać mocne i słabe strony własnych genów. Ktoś chce się skupić na poprawie urody, dowiedzieć się, co jeść, by dłużej żyć, i przed czym się chronić, by nie umrzeć przedwcześnie – medycyna anti-aging czeka właśnie na takich. Na naiwnych, którym poza botoksem i wypełniaczami można za grubą forsę wcisnąć genetyczny kit.

Testy lifestylowe

<...