POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 21 (2246) z dnia 2000-05-20; s. 90-93

Społeczeństwo / Technika

Edwin BendykArtur Górski

Bajka o złym Internecie

Polemika – „Mózg w malinach”

W czasach, gdy Internet staje się jednym z podstawowych narzędzi komunikacji międzyludzkiej, gdy o obecność w sieci zabiegają wszystkie właściwie grupy społeczne (łącznie z przeciwnikami komputerów), modna staje się internetowa kontestacja. Często padają zarzuty, że Internet „odczłowiecza istotę ludzką”, że jest nową formą totalitaryzmu, generalnie – że niesie z sobą o wiele więcej zagrożeń niż korzyści. Przykładem takiego właśnie myślenia jest artykuł Marka Oramusa pt. „Mózg w malinach” (POLITYKA 18).

Internet według Marka Oramusa to po pierwsze bożek końca XX wieku, który swych wyznawców traktuje jak koloniści Murzynów. Porównanie sieci cybernetycznej do bożka jest – trzeba przyznać – dość efektowne, tyle że niestety mało mówiące. Trudno sobie wyobrazić, aby nawet w traktującym technologię z wielkim namaszczeniem społeczeństwie amerykańskim ktoś modlił się do twardego dysku i światłowodu. Owszem, niejedna religijna sekta upodobała sobie Internet jako narzędzie misyjne, ale to świadczy tylko i wyłącznie o skuteczności funkcjonowania sieci.

Kolejny zarzut (już nie tylko M. Oramusa, ale środowisk naukowych!) polega na tym, że Internet zawłaszczyło pospólstwo, przez co sieć aż dusi się od „informacyjnego smogu”. Cytowany przez autora prof. Ryszard Tadeusiak, rektor Akademii Górniczo-Hutniczej, ubolewa, iż internetowa mgła informacyjna „oślepia, dusi, utrudnia orientację, pozbawia szans dotarcia bezpiecznie do spokojnego portu rzetelnej wiedzy”.

Pomińmy zarzut, iż Internet został zawłaszczony przez pospólstwo. Niech bronią się przed nim tysiące uniwersytetów, akademii, instytutów naukowych, redakcji, wydawnictw – bo to one w znacznej mierze zawłaszczyły ...