POLITYKA

Sobota, 16 grudnia 2017

Polityka - nr 37 (3127) z dnia 2017-09-13; s. 29-31

Społeczeństwo

Joanna Cieśla

Baju, baju, zabijają

Z psychiatrą, dr. Stanisławem M. Teleśnickim, o tym, jak myślą i działają młodzi zabójcy

Joanna Cieśla: – Młodzi sprawcy zabójstw są bardziej brutalni niż dorośli?
Stanisław M. Teleśnicki: – Często tak. Dorosłemu zabójcy, nawet jeśli działa w afekcie, wystarczy zwykle unieruchomienie ofiary, świadomość, że ona już nie żyje. U dziecka czy wczesnego nastolatka rozładowanie emocji jest znacznie trudniejsze, dłużej utrzymuje się agresja, potrzeba fizycznego skanalizowania impulsów. Skutkiem tego bywa na przykład over killing, czyli zadanie kilkudziesięciu ciosów nożem, choć pierwsze dwa były śmiertelne.

Dlaczego nastolatki zabijają?
Wśród nieletnich zauważalna jest np. grupa tak zwanych wtórnych zabójców. Chłopiec zabija ojca, który jest sprawcą przemocy rodzinnej, bo czuje się zmuszony, by stanąć w obronie matki. Jednak głównym powodem są różnego rodzaju zaburzenia emocjonalne. Część zabójców to osoby o stosunkowo niskim poziomie intelektualnym. Część ma zmiany organiczne w ośrodkowym układzie nerwowym. Część – innego rodzaju dysfunkcje psychiczne, np. nerwicę czy zaburzenia afektywne. W pewnych sytuacjach uruchamiają się objawy, których oni nie potrafią załagodzić i rozładowują napięcie przez zachowania agresywne.

W przypadku nastoletnich sprawców właśnie czynniki emocjonalne odgrywają szczególną rolę. Nie chodzi o zaburzenia w ścisłym rozumieniu diagnozy psychiatrycznej – ale właśnie o wspomnianą niedojrzałość, dysproporcję między rozwojem fizycznym a społecznym i afektywnym. Ci ludzie często żyją jeszcze na pograniczu dzieciństwa, fantazji.

Rzeczywistość miesza im się z fikcją?
Tak, i dlatego wiele podobnych zabójstw jest trudnych do zrozumienia przez osoby dorosłe. U ich podstaw leżą albo jakieś opowieści fantasy, czy wręcz bajki – o królewiczu, królewnie, ratowaniu świata, niszczeniu układów. Nie potrafią tego rozdzielić, reagują niewspółmiernie do okoliczności – to szczególnie dramatycznie widać w przypadku zabójstw członków rodziny. Mieliśmy na oddziale chłopca, który zabił rodzeństwo, bo uważał, że matka faworyzowała resztę dzieci jego kosztem. W mniej drastyczny sposób ujawnia się to na co dzień w tzw. okrucieństwie dzieci. Przemoc stosowana przez dzieci wobec rówieśników jest nieproporcjonalna do sytuacji, z perspektywy dorosłych czasem niewyobrażalna. A jest taka dlatego, że dzieci nie rozumieją jej skutków, tego, że pewnych czynów nie da się odwrócić.

Wśród wszystkich sprawców zabójstw ok. 20 proc. ma mniej niż 20 lat. W badaniach anglosaskich przyjmuje się, że znaczna ich część to osoby o nieprawidłowej, tzw. aspołecznej strukturze osobowości, jednak w badaniach polskich, także moich, prowadzonych na podstawie pracy na oddziale obserwacji sądowo-psychiatrycznej szpitala przy areszcie na ul. Montelupich w Krakowie, nie sposób tego stwierdzić w sposób oczywisty.

A jest coś oczywistego?
Prócz niedojrzałości? Pewnie używki. 70 proc. zabójców, z którymi się spotkałem, było nietrzeźwych, gdy zabijało. Wielu z nich w ogóle często piło. Młodsi zabójcy często zamiast alkoholu używają innych środków psychoaktywnych – narkotyków, dopalaczy.

Tematem jednego z odcinków serialu „Nastoletni mordercy” w brytyjskiej telewizji CBS Reality stało się zabójstwo Zdzisława Beksińskiego. Robert Kupiec, który zadał malarzowi 20 ciosów nożem, wydaje się najzwyczajniejszy z postaci przedstawionych w tej dokumentalnej serii. Zwykły chłopak. A jednak morderca. Nie był pod wpływem żadnych środków.
To był właśnie przypadek niedojrzałości, która poskutkowała over killingiem, o którym mówiliśmy. Robert Kupiec miał 19 lat.

A nastoletni sprawcy jednego z najgłośniejszych zabójstw w ostatnich latach – para z Rakowisk, która zamordowała rodziców chłopaka – wpisują się w ten opis?
Z pewnością byli niedojrzali. Zadziałali tak, jak działają bohaterowie różnego rodzaju fikcji. Nastolatkowie z Rakowisk musieli uzyskać wolność, wyzwolić się z przemocy, która w ich mniemaniu ich otaczała. Nic nie przemawiało do rodziców, nie chcieli zaakceptować ich związku. Prawdopodobnie to dziewczyna miała na chłopaka silny wpływ.

Taka była jego linia obrony…
Ale to jest bardzo możliwe. Dlatego że dla tej dziewczyny z psychologicznego punktu widzenia zabicie obcych ludzi było łatwiejsze niż dla niego zabicie własnych rodziców. Musiał być wzmocniony jej motywacją.

Jak osoby zdrowe, zdolne w miarę normalnie rozumować, mogą wierzyć, że nie zostaną złapane? Że uda im się sprzedać rzeczy ofiary albo żyć za pieniądze rodziców „długo i szczęśliwie”, co podobno planowali zabójcy z Rakowisk?
To właśnie ten deficyt, feler osób podejmujących takie decyzje. Mimo zdolności do normalnego rozumowania nie przewidują odleglejszych skutków swoich działań. Zostawiają na miejscu mnóstwo śladów albo sprzątają, ale bardzo pobieżnie. Działają trochę ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Dr Stanisław M. Teleśnicki jest psychiatrą. Był ordynatorem oddziału obserwacji sądowo-psychiatrycznej szpitala przy areszcie śledczym przy ul. Montelupich w Krakowie. Jest także biegłym sądowym. Odcinek „Nastoletnich morderców” opisujący sprawę zabójstwa Zdzisława Beksińskiego będzie powtórnie emitowany 19 września o godz. 21.00 na kanale CBS Reality.