POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 33 (2718) z dnia 2009-08-15; s. 24-29

Raport

Tomasz WalatJędrzej Winiecki

Bałtyk blues

Od paru lat Bałtyk jest niemal wewnętrznym morzem Unii Europejskiej. Ale cóż to za morze? Płytkie, zamknięte, ubogie, które bardziej dzieli, niż łączy.

Jeszcze niedawno Bałtyk był jeziorem. Dopiero gwałtowne ocieplenie klimatu 10 tys. lat temu stopiło lodowce skuwające północ Europy i podniosło poziom Atlantyku o kilkadziesiąt metrów. Wystarczająco dużo, by ocean przelał się do bałtyckiego jeziora i stworzył jedno z najmłodszych mórz na świecie. Wczesny Bałtyk był inny niż dziś, zalewał dużą część Szwecji i Finlandii. Wycofał się stamtąd dopiero po stopnieniu gigantycznego lodu, a Skandynawia, dotąd przygniatana jego ogromnym ciężarem, najzwyczajniej się uniosła. Skandynawia ciągle się podnosi, już niebawem, za kilkanaście tysięcy lat, wynurzy się dno Zatoki Botnickiej i odetnie ją od reszty morza.

Niedostrzegalna ruchomość Skandynawii kształtuje morze, jakie znamy. Ma wpływ na wygląd plaż, na południu szerokich, łagodnych, wręcz do bólu monotonnych, za to na północy krętych, poszatkowanych zatokami i przybrzeżnymi wyspami. Polska linia brzegowa ma raptem 800 km z okładem, za to szwedzka, najdłuższa w Europie, to aż 43 tys. km skalistych zawijasów. Ale Szwed czy Fin, w przeciwieństwie ...