POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 35 (2365) z dnia 2002-08-31; s. 55-57

Kultura / Do czytania pod prysznicem

Zygmunt Kałużyński

Barbarzyńca ma głos

„Możemy któregoś dnia obudzić się pośród kretynów niezdolnych do zrozumienia tego, w co włożyliśmy tyle pracy i dowcipu” – tę opinię zanotował wybitny eseista Jerzy Stempowski 1950 r. Wyłania się pytanie, czy proroctwo to nie spełnia się.

Ja sam, mimo że pochodzę z generacji młodszej niż wymienieni rozmówcy, zauważam uderzające różnice. Za moich lat podstawą odbioru kultury była znajomość spadku beletrystycznego. Można było w rozmowie powiedzieć: „Mam do ciebie pretensję (o coś tam), ale w znaczeniu pickwickowskim”, co oznaczało reakcję dobroduszną na podstawie powieści Dickensa „Klub Pickwicka”, którą przeczytaliśmy obydwaj. W podobny sposób były też używane zwroty z „Przygód dobrego wojaka Szwejka” Haška. Osoby zainteresowane kulturą znały kanon, do którego należały z grubsza wziąwszy powieści Balzaka, „Pani Bovary” Flauberta, „Czerwone i czarne”, ewentualnie też „Pustelnia parmeńska” Stendhala, „Czarodziejska góra” Manna, Dostojewskiego, pisarzy amerykańskich: Hemingwaya, Faulknera, Fitzgeralda, czytano też Gide’a, Malraux, Mauriaca. „Ulisses” Jamesa Joyce’a, pozycja trudna, wydana w 1972 r., w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego, w nakładzie 40 tys., rozeszła się w ciągu tygodnia. Również wydanie „Dżumy” Camusa było wydarzeniem, o którym rozmawiało się przez cały sezon. ...

Tagi

kultura