POLITYKA

Piątek, 17 listopada 2017

Polityka - nr 35 (3125) z dnia 2017-08-30; s. 9

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Lena Kolarska-Bobińska

Lena Kolarska-Bobińska

Bardziej nierówni

PiS miał walczyć z nierównościami. Jednak po dwóch latach rządów tej partii dużo więcej osób niż za czasów PO dostrzega istnienie różnic społecznych.

Stabilne poparcie dla PiS przypisywane jest polityce socjalnej rządu, szczególnie programowi 500+. Jednak wdzięczność wyborców jest krótka, a partia rządząca rozbudziła aspiracje, których nie będzie w stanie zaspokoić. Nadchodzi burzliwa jesień, która będzie testem stabilności poparcia dla PiS. Zwykle dwulecie rządów to moment, gdy wyborcy zaczynają dużo krytyczniej oceniać władzę. Wyczerpuje się początkowy kredyt zaufania i efekt nowości. Można już też ocenić decyzje i działania polityków. Rząd próbuje zapobiec spodziewanemu spadkowi poparcia tą samą metodą co zwykle: obietnicą nowych świadczeń. Przygotowywany jest program emerytura+. Ale czy jego efekty zrównoważą głośne protesty wielu grup społecznych, to wątpliwe.

Politycy i komentatorzy bliscy PiS podkreślają, że partia Kaczyńskiego dobrze zdiagnozowała oczekiwania społeczne, wychodzi im naprzeciw, co doceniają wyborcy. Zakłada się tu jednak automatyzm: oczekiwanie społeczne – realizacja obietnic – utrzymanie poparcia. Czy jednak tego typu polityka nie wzbudzi kolejnych żądań zamiast wdzięczności dla rządzących? Część osób już straci pieniądze z 500+, ponieważ dzieci skończą 18 lat. Inni będą pytać o podwyżki płac i świadczeń, zakładając, że im też należą się dodatkowe pieniądze. Bo skoro gospodarka tak dobrze się rozwija, jak to podkreślają rządzący, to wszyscy powinni korzystać z owoców tego wzrostu.

To, że rząd swoją retoryką rozbudza oczekiwania, które trudno będzie zaspokoić, potwierdzają najnowsze badanie CBOS o postrzeganiu nierówności. Obecna retoryka „dobrej zmiany” jest kontynuacją hasła z wyborów w 2007 r., gdzie „Polska socjalna” była przeciwstawiona „Polsce liberalnej”. Obecnie PiS realizuje zaprojektowaną przez siebie politykę mającą na celu zmniejszenie różnic materialnych. Tym bardziej więc zaskakuje odbiór różnic społecznych. Można by oczekiwać, że Polacy dostrzegą, że w czasie rządów PiS różnice społeczne maleją. Badania wskazują jednak coś przeciwnego. Po dwóch latach rządów PiS dużo więcej osób niż za czasów PO dostrzega istnienie w Polsce różnic społecznych. I tak dziś 28 proc. badanych jest przekonanych, że wszyscy są równi wobec prawa – w 2010 r. sądziło tak 38 proc. Zmalała też liczba osób przekonanych, że wszyscy w Polsce mają równe szanse niezależnie od swojej sytuacji materialnej i pochodzenia społecznego.

Co więcej, nawet 500+ niewiele zmieniło w postrzeganiu różnic społecznych. Ponad 3/4 społeczeństwa uważa, że w Polsce nie gwarantuje się wszystkim obywatelom przyzwoitego poziomu życia. Pogląd ten nie ulega zmianie od kilku lat i podziela go dziś tyle samo osób co za rządów PO. Najbardziej świadomi różnic są najbiedniejsi, a więc znaczna część elektoratu PiS; stosunkowo najbardziej zadowoleni są zaś przeciętni Polacy.

Postrzeganie obecnie większych nierówności zdaje się być wywołane przez populistyczną retorykę PiS. Politycy tej partii ciągle podkreślają – wbrew danym – że za rządów PO rosły różnice, elity się bogaciły, a PiS doszło do władzy, aby pomóc potrzebującym. Populiści podkreślają obecność i wagę różnic, ale nie mogą zniwelować ich zgodnie z rozbudzonymi oczekiwaniami.

Elementem tej metody jest też dzielenie Polaków na elity, które „kradły i skorzystały na przemianach”, oraz na niedocenioną, „lekceważoną” resztę. Ze względów politycznych pomija się tu klasę średnią, która w ostatnich 20 latach urosła w siłę i dostatek. W czasie kampanii wyborczej retoryka „złe elity – pokrzywdzone masy” była skuteczna. PO była elitą, bo rządziła, a niedocenianą resztą czuł się właściwie każdy. Teraz jednak do głosu dochodzi oburzona destrukcją demokracji klasa średnia. Protestują i sędziowie, i pracownicy systemu sądownictwa, i lekarze, i pielęgniarki, nauczyciele, kobiety i wiele innych grup. Nie stanowią oni elity, która zyskała na III RP, ale – podobnie jak wielu przedsiębiorców i samorządowców – klasę średnią, która wiele zawdzięcza swojej pracy i przedsiębiorczości.

W Europie to przede wszystkim klasa średnia jest nośnikiem wartości demokratycznych. I to ona ich broni. Klasa średnia potrafi się łączyć w organizacje zawodowe i dzięki temu zyskuje siłę. Organizacje te współpracują, zwłaszcza w chwilach zagrożenia, z innymi podobnymi w kraju i za granicą. Dlatego głos klasy średniej jest donośny. I to z nim znów zmierzy się jesienią rząd PiS. Populistyczna i dychotomiczna retoryka tu nie wystarczy, bo klasa średnia to twór socjologiczny silnie już ukształtowany dzięki dynamicznemu rozwojowi Polski.

Socjologowie twierdzą, że są dwa ważne wymiary postrzegania narodów: skuteczność i pragmatyzm oraz moralność. Można je zastosować do opisu partii politycznych. Przez długi czas PO była postrzegana jako partia pragmatyczna i skuteczna – i za ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Lena Kolarska-Bobińska – socjolog, profesor nauk humanistycznych, była dyrektor CBOS oraz ISP. W latach 2009–13 posłanka do Parlamentu Europejskiego z ramienia PO, później minister nauki i szkolnictwa wyższego w rządzie Donalda Tuska, a następnie w gabinecie Ewy Kopacz. Członkini rady programowej Kongresu Kobiet oraz rady Instytutu Obywatelskiego. Autorka licznych publikacji naukowych.