POLITYKA

Poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Polityka - nr 24 (2354) z dnia 2002-06-15; s. 30-31

Kraj

Piotr Pytlakowski

Bardzo biedny gangster

Inspektorów skarbowych nie obchodzi, skąd przestępcy mają pieniądze

Jeśli nie dobierzemy się do majątków zgromadzonych przez gangsterów, wojna z nimi będzie skazana na przegraną – twierdzi policja, alarmując aparat sprawiedliwości i służby skarbowe. Przypadek pewnego powszechnie znanego w Olsztynie bandyty dowodzi jednak, że ani wymiaru sprawiedliwości, ani służb skarbowych w najmniejszym stopniu nie obchodzi jego zdobyty z niejasnych źródeł majątek.

Krzysztof Deut (nazwisko zmienione), trzydzieści kilka lat, ostrzyżony na łyso, byczy kark, ulubiony strój: dresy lub skórzana kurtka, ulubione auto: Jeep Cherokee, w poprzednim wcieleniu bokser średniej klasy, dzisiaj przywódca grupy zorganizowanej zajmującej się zwykłą gangsterką. Miejscowa prasa nazwała go Pogromcą Tygrysa, gdyż wyznał, że jako berbeć bawił się w piaskownicy z Dariuszem Michalczewskim (dzisiejszy mistrz świata w boksie zawodowym) i pobił go za pomocą wiaderka i łopatki do piasku. Jako sportowiec jednak wielkich sukcesów nie odniósł.

Ciężki los gangstera

Kiedy przerzucił się na gangsterstwo, początkowo wiodło mu się nieźle. Skrzyknął grupę osiłków i zmonopolizował Starówkę w Olsztynie. Od właścicieli knajpek i pubów wymuszał haracze w zamian oferując ochronę. Opornych nachodził wraz ze swoimi ludźmi, dewastował lokale, straszył klientów, czasem bił. Kawiarnię Stowarzyszenia Architektów Polskich podpalił.

Arkadiusz Lewicki, dzierżawca kawiarni SARP: – Żądał za rzekomą ochronę 3 tys. zł miesięcznie. Odmówiłem. Zaczął nachodzić mój lokal. Przyłaził z obstawą, szturchali kelnerki, straszyli gości, rzucali butelkami ...