POLITYKA

środa, 24 lipca 2019

Polityka - nr 45 (2477) z dnia 2004-11-06; s. 71-73

Kultura / Festiwal breakdance

Tomasz Michniewicz

Baśń w szerokich spodniach

Braunschweig, niewielkie miasto w środkowych Niemczech. Na jeden dzień zjechało do niego 8,5 tys. młodych ludzi ze wszystkich kontynentów. Przyjechali zobaczyć najlepsze zespoły breakdance startujące w międzynarodowym festiwalu zwanym „bitwą roku”. Wygrać na nim – to zostać mistrzem świata.

Battle Of The Year to największy i najbardziej prestiżowy turniej międzynarodowy breakdance. Najpierw trzeba zwyciężyć w jednym z dwudziestu eliminacyjnych turniejów regionalnych. Nagroda główna to jedynie 2,5 tys. euro. Niewiele. Nie pokryje nawet kosztów przygotowań. Najważniejszy jest jednak prestiż, a nie pieniądze.

W turnieju (w tym roku odbyła się jego 15 edycja) bierze udział 17 drużyn, czyli tzw. crews. Każdy zespół liczy maksymalnie ośmiu tancerzy, czyli b-boyów, jak się ich nazywa (lub b-girls, jeśli występują panie). Każdy zespół ma sześć minut na swój pokaz, potem jurorzy (najsławniejsi tancerze breakdance, liderzy swych grup) wybierają cztery najlepsze crews, które zmierzą się w bezpośrednich pojedynkach.

Ucieczka z zoo

Hip hop to w powszechnym mniemaniu osiedlowa ławka, szerokie spodnie i szwendanie się bez celu. Tymczasem na BOTY, jak się w skrócie określa ten festiwal, przyjeżdżają profesjonalne zespoły taneczne, które z takim stereotypem nie mają nic wspólnego. Ich pokazy to dobrze wyreżyserowane spektakle ...