POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 5 (2844) z dnia 2012-02-01; s. 48-49

Świat

Adam KrzemińskiAgnieszka Mazurczyk

Bat na Merkozy’ego

Paradoksalnie, Niemiec na stanowisku przewodniczącego europarlamentu może być skuteczniejszym rzecznikiem polskich spraw niż jego polski poprzednik.

Martin Schulz i Jerzy Buzek są bardzo różni, ale może dlatego dobrze się uzupełniają. A ich dzielona na połowy kadencja może podnieść znaczenie Parlamentu Europejskiego. I to właśnie Schulz może lepiej dbać o interesy krajów średnich i małych – a więc także i Polski.

Są z przeciwstawnych ideowo obozów. Jerzy Buzek został w 2009 r. wybrany na przewodniczącego PE głównie przez partie chadeckie uzyskując rekordowe poparcie 505 głosów. Martina Schulza, członka SPD, również wybrano już w pierwszej turze, ale głosami socjaldemokratów: otrzymał 383 głosy. Mają odmienne doświadczenie życiowe i różne temperamenty. Polak jest profesorem chemii, był w latach 80. w solidarnościowej opozycji. Potem pierwszym premierem III Rzeczpospolitej, który utrzymał się przez pełną kadencję. Jako człowiek kompromisu jest zwolennikiem polubownych rozwiązań. Potrafi wystąpić – jak na drezdeńskim zjeździe Kościołów protestanckich – przed kilkoma tysiącami słuchaczy, ale jego naturalnym żywiołem są gabinetowe porozumienia, a nie kampanie wyborcze.

Niemiec ...