POLITYKA

Poniedziałek, 24 czerwca 2019

Polityka - nr 35 (2720) z dnia 2009-08-29; s. 82-83

Ludzie i obyczaje

Marcin Piątek

Baty od taty

Trenowanie własnego dziecka to układ pułapek. Sztuką jest ominąć jak najwięcej z nich.

Na trenera się narzeka, miewa się go serdecznie dość, zwłaszcza gdy bez mrugnięcia okiem ordynuje tysięczny raz to samo ćwiczenie, zdaniem podopiecznego całkowicie już pozbawione sensu. Czasem się go obgaduje albo lekceważy. Zawodnika trzeba raz na jakiś czas obsztorcować, w żołnierskich słowach przypomnieć listę priorytetów, w skrajnych wypadkach, kiedy nie działają już prośby ani groźby, bierze się go za kołnierz i wyrzuca za drzwi. Najwyżej każdy pójdzie w swoją stronę. Mówi się trudno.

Ale kiedy na sali gimnastycznej czy boisku w sprawach zawodowych schodzą się rodzic i dziecko, nagle okazuje się, że pole manewru jest wąskie. – Sport rodzi konfliktowe sytuacje, a gdy mamy do czynienia z układem rodzinnym, to przecież w grę wchodzą emocje, uczucia – mówi Mateusz Kusznierewicz, żeglarski mistrz olimpijski i świata. Tata Zbigniew nigdy go nie trenował, ale za to służy radą, bo jest fachowcem od aero- i hydrodynamiki, a taka wiedza w żeglarskich wyścigach jest na wagę złota. – Trenowanie pod okiem ojca ...