POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 20 (2554) z dnia 2006-05-20; s. 115

Pilch

Jerzy Pilch

„Jeden Kaczor w polu wiał...

Drugi kaczor w sadzie grał” itd. Cały wiersz Tuwima do tego rodzaju – pożal się Boże „finezyjnych” – parafraz dobrze się nadaje, zwłaszcza passus: „Wziął wiatr brata za kamrata, teraz z nim po polu lata”, ale nie dla sztubackiej pustoty takie mi na myśl przychodzą psoty. Ani mi w głowie przerabianie całej literatury światowej na modłę niezmiernie teraz powszechnych, a nader – powiedzmy to jasno – niewyszukanych dowcipasów („W poszukiwaniu zaginionego kaczora”, „Portret kaczora z czasów młodości”, „Gdzie kaczor wschodzi i kędy zapada” czy „Kaczory Watykanu”) – skąd! Mnie ze szczerego wzruszenia pradawne, z dzieciństwa zapamiętane liryki się nasuwają. A też ze szczerego żalu, głębokiego współczucia i – tak jest – zrozumienia tragizmu.

Jakże Oni – kiedyś bliscy, nierozłączni, podobni, wręcz identyczni – teraz coraz dalsi, coraz osobniejsi, coraz bardziej różni się stają! Jakże Oni – kiedyś jeden duch, jeden umysł, jeden los – teraz dwoma duchami, dwoma umysłami, dwoma losami ...