POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 8 (2946) z dnia 2014-02-19; s. 89-91

Ludzie i style

Piotr Kowalczuk

Bez kapelusza, ale w koronie

Fascynują jak diamenty, przyciągają ogromne pieniądze, złodziei i mafię. Teraz na europejskich producentów trufli padł strach – pojawiły się podróbki z Chin.

Szydercy twierdzą, że to przysmak snobów, który powala z nóg fetorem futbolowej szatni, brudnych skarpetek i cuchnących serów. Ale sława ekskluzywnych grzybów sięga czasów sumeryjskich, a dorodna, biała piemoncka trufla z okolic Alby potrafi dziś kosztować dużo więcej niż złoto. Diamentami kuchni nazwał je król francuskich kucharzy Auguste Escoffier. O truflach pisali Babilończycy, Pliniusz Starszy i Plutarch. A lekarz Galen już w II w. naszej ery twierdził, że to bardzo odżywczy afrodyzjak. Dlatego zajadali się truflami Ludwik XV, jego metresa Madame Pompadour, a potem Napoleon Bonaparte. Lord Byron twierdził, że nic tak nie pobudza weny twórczej jak leżąca na stole aromatyczna trufla i poświęcił jej kilka wersów w „Don Juanie”, a Beatlesi – piosenkę „Savoy Truffle”.

We Włoszech i we Francji, skąd pochodzą najlepsze i największe okazy, aukcje trufli połączone z prezentacją i konsumpcją odbywają się zazwyczaj w bardzo uroczystej, renesansowej oprawie: w zamku albo pałacu z trębaczami, halabardnikami, ...