POLITYKA

Czwartek, 23 listopada 2017

Polityka - nr 34 (2207) z dnia 1999-08-21; s. 17

Wydarzenia

Paweł Walewski

Bezpłatna chrząstka rekina

Jak ujawnił Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych, w pierwszym półroczu tego roku zrealizowaliśmy w aptekach 50 milionów recept. W całej Polsce leki drożeją, a udział pacjentów w odpłatności za nie systematycznie rośnie. Coraz częściej zdarza się, że ludzi nie stać na wykupienie lekarstw. Z drugiej strony - mnożą się przypadki wyłudzeń drogich, a niekoniecznie potrzebnych medykamentów.

Udział pacjentów w wydatkach na leki przewyższył 60 proc. Przypomnijmy, że w 1991 r. było to 18 proc., w 1993 - 46 proc. Osiągnęliśmy poziom, którego zdaniem ekspertów WHO nie wolno przekroczyć, by nie zagrozić bezpieczeństwu zdrowotnemu obywateli. Zwłaszcza najbiedniejszych, którzy coraz częściej zmuszeni są do wychodzenia z aptek bez wykupienia niezbędnych lekarstw.

- Od pewnego czasu codziennie przychodzą do nas ludzie, których nie stać na wykup recept - mówi Paweł Pawełkiewicz z Ośrodka Pomocy Społecznej z warszawskiej Ochoty. - Pokazują recepty, za które muszą zapłacić od 30 do 150 zł. Przy emeryturach i rentach nie przekraczających 400 zł, gdy po opłaceniu mieszkania i prądu zostaje im na życie 150 zł, na leki już nie starcza. Jeszcze w ubiegłym roku pomoc społeczna dysponowała listą leków, za których refundację otrzymywała dodatkowe pieniądze. Dziś tej refundacji nie ma - pieniądze na realizację recept przekazywane są najbiedniejszym w ramach tzw. zasiłków celowych, które uszczuplają inne wydatki (np. na remonty mieszkań, zakup odzieży, wyżywienie).

- Po jałmużnę do opieki społecznej nie pójdę - mówi 70-letnia Genowefa P. - Zresztą nie otrzymałabym żadnej pomocy, bo są biedniejsi. Ale mnie też nie stać na wydanie w aptece 220 zł, o czym właśnie się dowiedziałam. Aptekarka nie pomyliła się - klientka musi tyle zapłacić, żeby zrealizować pięć recept: trzy leki na serce, multiwitaminę, krople do oczu. - Mamy coraz więcej pacjentów, którzy przychodzą w ostatnim dniu ważności recepty albo odchodzą z kwitkiem, bo nie stać ich, by zapłacić za wszystko.

O prawdziwym pechu może mówić pani Danuta, też emerytka. Dwa opakowania antybiotyków, które zlecił lekarz, kosztowały ją prawie 100 zł i wszystko poszło do kosza, bo już po pierwszej dawce ujawniły się działania niepożądane. Apteki nie przyjmują zwrotów zakupionych leków. Jak słyszę, był to oczywisty błąd lekarza. - Nie powinien wystawić jednej recepty na 10 dni, ale mógł wypisać dwie: na trzy tabletki (na próbę) i drugą na resztę zaplanowanej kuracji - mówi Janusz Sikorski, dyrektor Departamentu Nadzoru Realizacji Świadczeń Zdrowotnych w Urzędzie Nadzoru Ubezpieczeń. Nie po raz pierwszy przyznaje, że w naszej ochronie zdrowia zamiast dodatkowych rozporządzeń i ustaw potrzebny jest zdrowy rozsądek.

Co ma jednak zrobić pacjent, który trafi na bezmyślnego doktora? W Polsce, mimo istnienia ubezpieczeń zdrowotnych, lekarze decydujący o konsumpcji leków nie są tym faktem finansowo osobiście zainteresowani.

Po ostatniej kontroli Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych wiadomo, że nadużycia się zdarzają. Likwidacja zielonych recept miała uzdrowić sytuację. Ale otworzyła się nowa furtka, w dobrej wierze pozostawiona inwalidom wojennym oraz ich współmałżonkom pozostającym na ich utrzymaniu. Mogą otrzymywać leki za darmo. Jak to jest, że uprawnionych do realizacji tych bezpłatnych recept (oznaczonych symbolem IWB, finansowanych de facto przez wszystkich podatników) jest 0,3 proc. ogółu, recepty te stanowią 4 proc. wszystkich wystawionych przez pięć miesięcy, zaś ich refundacja pochłania aż 8,8 proc. kosztów? Na każdy tysiąc ubezpieczonych, nieuprawnionych do otrzymania recepty bezpłatnej, lekarze wystawili 2397 recept, a na tysiąc uprawnionych z tytułu inwalidztwa wojennego - ponad 31 tys. W pierwszym przypadku średnia wartość refundowanej recepty wynosiła 32 złote, recepta dla inwalidy - 890 zł!

- Bez systemu monitoringu nie możemy dokładnie sprawdzić, ile jakich recept przepisywanych jest dla inwalidów i ich najbliższej rodziny - mówi Artur Gierdwoń z wydziału polityki lekowej Mazowieckiej Kasy Chorych. Aptekarze potwierdzają najgorsze przypuszczenia: na receptach bezpłatnych przepisywane są najdroższe specyfiki - chrząstki rekina, witaminy, viagra.

Informacje zebrane przez Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych w ośmiu kasach (ciekawe, że od kilku kas nie udało się otrzymać zbiorczych danych z pierwszego półrocza, co świadczy o tym, że są źle przygotowane do realizacji obowiązków sprawozdawczych i nie potrafią ocenić, ile wydają na refundację leków!) pokazują, jak różni się wartość recept realizowanych w różnych regionach kraju. Średnia wartość leków wydanych na najpopularniejsze białe recepty po wniesieniu opłaty ryczałtowej (2 zł 50 gr) na Podlasiu wyniosła 12 zł, a w woj. świętokrzyskim 9 zł. W przypadku środków odurzających i psychotropowych różnica między kasą branżową (88 zł) a Podlaską (220 zł) jest aż dwuipółkrotna. Najwięcej muszą dopłacać do leków pacjenci z Mazowsza.

- Nie wyciągajmy z tych danych pochopnych wniosków - przestrzega Janusz Sikorski, choć przyznaje, że kasy już teraz powinny baczniej przyjrzeć się, co lekarze wypisują pacjentom. Różnica trzech złotych nie wygląda na dużą, ale w masie kilkunastu milionów recept urasta do sumy, którą można by przeznaczyć na niedofinansowaną rehabilitację lub poprawę jakości świadczeń. 15 proc. budżetu pochłania ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]