POLITYKA

Wtorek, 21 listopada 2017

Polityka - nr 34 (2207) z dnia 1999-08-21; s. 3-9

Raport

Jagienka WilczakMagdalena Michalska  [wsp.]

Bezpruderyjnie całodobowo

Istnienie seksbiznesu zaakceptowaliśmy łatwiej niż likwidację kopalń. Wprawdzie pierwsza w Polsce agencja towarzyska Casanowa przed dziesięciu laty wywołała protesty i emocje, ale dziś nikogo nie szokuje sąsiedztwo takich instytucji. W kraju, gdzie do szkół powróciła religia, a 85 proc. Polaków zadeklarowało udział w spotkaniach z papieżem, właściciele agencji towarzyskich mogą wybierać w tłumie chętnych do pracy dziewczyn - uczennic, studentek, żon, matek czy panienek z importu. Polki wyjeżdżają za granicę do pracy w seksbiznesie, a zacni ojcowie rodzin są klientami tirówek. Czy jest to dowód przemian obyczajowych, czy społeczeństwo toleruje agencje, bo seks uprawiany jest tam w miarę dyskretnie? A może wolimy udawać, że nie wiemy, o co naprawdę chodzi, a ogłoszenia w rodzaju "każdą z seks-maszyn można zaprosić na jazdę próbną i zobaczyć, jak chodzi na odcinku specjalnym w pokoju z łazienką" traktujemy jako anons kolejki dziecinnej?

Ile agencji towarzyskich działa dziś w Polsce? Kilkanaście tysięcy. W stosownych wydziałach urzędów miast i gmin, gdzie rejestruje się działalność gospodarczą, brak dokładnych danych.

- Nie sporządzamy rejestrów branżowych, lecz alfabetyczne - twierdzą pracownicy. A tu pomysłowość właścicieli agencji jest wielka: biznesy funkcjonują jako night club, centrum rekreacyjne, koneser klub, intymny klub, salon masażu, sauna klub, bara bara klub, tropikana, a nawet klub biznesmena, salon towarzyski, matrymonialny czy odbudowy sił erotycznych. Bywa, że nazwy są mylące, jak w Gliwicach, gdzie zarejestrowano agencję Styks, co sugeruje raczej usługi pogrzebowe niż erotyczne. Seksmapa Polski, hit wydawniczy tego sezonu, podaje adresy 94 agencji. Na kolumnach ogłoszeniowych "Życia Warszawy" każdego dnia można znaleźć około dwustu anonsów, w "Kurierze Lubelskim" - 60, a "Wieczór Wrocławia" ma zwykle 150 ogłoszeń. Jest to jednak nadal szara liczba: po bliższej analizie okazuje się, że te same ogłoszenia trafiają do rubryki "praca", "agencje", "panie", "atrakcyjna praca" lub "ogłoszenia towarzyskie". Znawcy problemu, taksówkarze, twierdzą, że w każdej dzielnicy miasta czy miasteczka jest 4-5 agencji, a biznes ma, jak grzyby po deszczu, tendencję wzrostową, ze względu na popyt i wciąż za małe moce przerobowe instytucji.

W Internecie można dziś znaleźć setki, a może tysiące reklam agencji, panienek i panów. Nie trzeba nawet wymyślać hasła, wystarczy wpisać trzy razy x.

Eksplozja towarzyskiego biznesu nastąpiła wraz z nadejściem wolności gospodarczej. Teraz wystarczy złożyć kwestionariusz "zgłoszenie działalności gospodarczej do ewidencji", wpisując personalia, adres, przedmiot i miejsce działalności. Tu wpisuje się właśnie salon masażu lub klub biznesmena. Choć agencja może mieć różnorodną działalność: organizacja spotkań i bankietów, opieka nad dziećmi i starcami, handel artykułami spożywczymi. - Im szersza formuła, tym lepiej, bo trudniej się przyczepić - wyjaśnia jeden z właścicieli. W urzędzie nie pytają o warunki sanitarne, kwalifikacje właściciela ani pracownic. - Z mocy przepisów nie jesteśmy zobowiązani do żadnej kontroli - wyjaśnia urzędniczka. Trzeba jeszcze dopełnić formalności w urzędzie skarbowym i można masować. - Obie strony wiedzą, że to fikcja, że chodzi o zwykły burdel - przyznają w urzędzie. Ale wnioski rejestruje się, bo prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i każdy obywatel może otworzyć biznes. A urząd ma mu to ułatwić.

Masaż mlecznymi piersiami

Paradoks polega na tym, że deklarująca laickość PRL bardziej dbała o czystość moralną niż III RP. Po pierwsze, gospodarka nakazowo-rozdzielcza nie dopuszczała możliwości zakładania agencji; po drugie każdy prywaciarz był nicowany przez kontrolerów, nie udałaby się taka sztuczka, żeby pod szyldem uprawy sałaty świadczyć "masaż pełnymi mlecznymi piersiami". Co nie oznacza, że nie było w Polsce prostytucji. Domy publiczne działały jak wszędzie, ale w podziemiu, zakamuflowane. Dziś agencję towarzyską można mieć po sąsiedzku, w bloku albo ekskluzywnym osiedlu.

Polska w 1952 r. podpisała abolicjonistyczną konwencję "w sprawie zwalczania handlu ludźmi i eksploatacji prostytucji". Nakładało to obowiązek karania każdego, kto dla zaspokojenia namiętności innej osoby:

  • dostarcza, zwabia lub uprowadza w celach prostytucji inną osobę, nawet za jej zgodą,
  • eksploatuje prostytucję innej osoby, nawet za jej zgodą,
  • utrzymuje, prowadzi bądź świadomie finansuje dom publiczny,
  • świadomie wynajmuje lub odnajmuje budynek dla celów prostytucji innych osób.

Konwencja zobowiązywała też do cofnięcia prawa lub przepisów administracyjnych, w myśl których zajmujące się prostytucją kobiety podlegają specjalnej rejestracji. Nasze prawo karze za pośrednictwo, czerpanie korzyści z nierządu przez osoby trzecie: sutenerstwo, stręczycielstwo. Sama prostytucja nie jest ani karana, ani zabroniona, o czym - jak wykazały badania - nie wie 60 proc. Polaków.

Jak mówi Mariusz Borkowski z Komendy Głównej Policji, niezbyt pilnie przestrzegaliśmy litery wspomnianej konwencji. Prostytutki były rejestrowane, posiadały - jak to nazywano w gwarze milicyjnej - karty rowerowe, często ze zdjęciem i odciskami palców. - Wiadomo było, która gdzie urzęduje, jaki ma rewir i gdzie mieszka - przypomina Borkowski. - Dziś już się tego nie robi, znajomość przepisów prawa w społeczeństwie jest większa, prostytutki wiedzą co policji wolno. Nie walczymy więc z prostytucją, lecz z przestępczością, która jest wokół niej: handlem kobietami,stręczycielstwem.

Warto przypomnieć, że agencje towarzyskie i salony masażu wcale nie są patentem rodzimych biznesmenów na obejście przepisów zakazujących czerpania korzyści z cudzego nierządu. Takich eufemizmów użyli już w latach międzywojennych amerykańscy gangsterzy w tym samym zresztą celu, bo w USA prostytucja była zakazana. Salony masażu stały się popularnym sposobem obejścia prawa; w Nowym Jorku i Kalifornii pojawiły się pierwsze agencje towarzyskie i panienki na telefon. W latach 30. gangsterzy otwierali tzw. szafy grające przy drogach, gdzie oprócz automatów do gry był...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]