POLITYKA

Czwartek, 21 lutego 2019

Polityka - nr 33 (2920) z dnia 2013-08-12; s. 18-19

Polityka

Mariusz JanickiWiesław Władyka

Bezsensowna gra o tron

Platforma Obywatelska najbardziej chyba lubi rozwiązywać te problemy, które sama sobie stwarza. Teraz zajmuje się wyborami na przewodniczącego partii.

Donald Tusk w 2010 r. zadeklarował, że w 2014 r., kiedy ze statutowego kalendarza przypadał czas wyboru przewodniczącego (po 4-letniej kadencji), zrezygnuje z funkcji szefa partii. To było jedno z tych wielu rzuconych lekko stwierdzeń premiera, z którym potem nie wiadomo, co robić. Od tej nieszczęśliwej deklaracji zaczęły się dzisiejsze kłopoty z wyborami szefa partii. Tusk zdecydował się w końcu zrezygnować ze swojej obietnicy odejścia i poprowadzić partię do wyborów w 2015 r. Ale zapewne czuł, że musi coś zrobić, aby zatrzeć złe wrażenie, jakie zawsze pozostaje po niespełnionej zapowiedzi. Dlatego, po pierwsze, przyspieszył wybory na przewodniczącego, przenosząc je na 2013 r. (najpierw na jesień, a potem na lato), a po drugie, przeforsował nowy tryb wyboru – przez wszystkich członków partii. Oba wizerunkowe zabiegi wydają się całkowicie chybione.

Sam Tusk, jak twierdzi, już dawno przewidział, iż 2013 r. będzie dla Platformy najtrudniejszy, że PiS wyprzedzi wtedy partię rządzącą, że skumulują się wokół rządu kryzysowe trudności gospodarcze i polityczne. Ale postanowił zrobić partyjne wybory wł...