POLITYKA

środa, 20 lutego 2019

Polityka - nr 5 (3196) z dnia 2019-01-30; s. 7

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Komentarz

Joanna Solska

Bieda jak w banku

Prawu i Sprawiedliwości szkodzi upór prezesa NBP, broniącego tajności zarobków dwóch bliskich współpracowniczek. Szkodzi też samemu bankowi centralnemu, gdyż sondaże pokazują gwałtowny spadek zaufania do tej instytucji.

Prezes NBP Adam Glapiński niewiele sobie robi z pomruków niezadowolenia, dochodzących także z Nowogrodzkiej. Więc żeby uspokoić zbulwersowaną opinię publiczną, PiS przedstawił w Sejmie projekt ustawy, która nie tylko uczyni jawnymi apanaże kadry kierowniczej NBP, ale też spowoduje ich drastyczne ograniczenie.

Nikt w banku centralnym nie będzie mógł zarobić, razem z premiami i dodatkami, więcej niż równowartość 60 proc. zarobków prezesa. Projekt nie precyzuje, ile będzie mógł zainkasować sam prezes, ale wygląda na to, że dużo mniej niż dotychczas. Jego wynagrodzenie ma być bowiem ustalane „na podstawie przepisów o wynagradzaniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe”. Czyli Glapiński nie będzie miał prawa zarobić więcej niż prezydent Andrzej Duda, który pobiera około 20 tys. zł miesięcznie. To bolesne cięcie, teraz prezes NBP ma bowiem trzy razy więcej, mimo że w obecnie obowiązującej ustawie o NBP jest identyczny zapis. Jest to możliwe dzięki temu, że łagodzi go inny, również odnoszący się do zarobków, „z&...