POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 42 (3081) z dnia 2016-10-12; s. 38-39

Społeczeństwo

Elżbieta Turlej

Bierzcie i jedzcie

W założeniu proste: zostaw jedzenie, którego masz za dużo, weź, ile chcesz i na co masz ochotę. W praktyce trudne albo wręcz niemożliwe.

Ratowniczka żywności – emerytka pani Halinka przyjeżdża codziennie. Ze składanym krzesłem, obrazkiem z Jezusem Zmartwychwstałym, czajnikiem elektrycznym i kubkiem na kawę. Całe życie pracowała w warzywniaku, wagę ma w rękach, kalkulator w głowie, tęsknotę za klientem we krwi. Dlatego jadłodzielnia na toruńskim targowisku Manhattan spadła jej z nieba. Posiedzi, posprząta, ułoży na półkach, zapakuje do społecznej lodówki, podzieli na równe porcje, wyda.

Paru rzeczy jednak nie rozumie: jak można tak brać, co i ile się chce, bez oglądania się na innych? Dlaczego ich budka nr 27 w odróżnieniu od innych boksów na targowisku jest otwarta od 6.00 do 22.00? No i czy to normalne, że wszyscy mogą wchodzić, grzebać w spożywce i nikt nikomu nie patrzy na ręce? O braku pieczątek, faktur czy kierownictwa, któremu wypadałoby raportować, co, kto i jak, pani Halinka nie wspomni.

Jadłodzielnia ma działać na zasadzie odruchu: daję – biorę. Bez ideologii, rozbudowanych struktur, polityki, lansu – mówi Agnieszka Bielska z Foodsharing Warszawa. Trzydziestoparolatka, była ...