POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 40 (2623) z dnia 2007-10-06; s. 124-129

Na własne oczy

Marcin Suder

Birma: Duchy dżungli

Birmańska junta przypomniała o sobie światu zabijając zbuntowanych mnichów i brutalnie tłumiąc manifestacje protestujących Birmańczyków. Symbolem ich oporu jest od lat noblistka Aung San Suu Kyi, najpierw więziona, teraz trzymana w areszcie domowym. Świat mniej wie o walczących z reżimową armią partyzantach. Oto historia oddziału zwiadowczego 22 batalionu jednej z partyzantek.

Partyzantka to marsz. W porze deszczowej ścieżki zamieniają się w strumienie, a drogi w błotniste rzeki. Dwanaście cieni przemyka po stromej dróżce, szerokiej zaledwie na 30 cm. Tutaj krok w prawo czy w lewo to śmierć z powodu min. W ruchach ludzi nie ma strachu, ta dżungla to ich dom, znają tu każdy skrawek poszycia, w końcu to kolejne pokolenie przemierzające las z karabinem.

Soe Mea lustruje teren; na ramieniu niesie M2 – amerykański karabin z lat pięćdziesiątych; ma 26 lat, od 13 lat żyje i walczy w dżungli. Był kilkakrotnie ranny. Mieszkał we wsi oddalonej stąd o kilka dni drogi. Gdy podczas pracy na polu ryżowym wraz z siostrami Naang Khawng (14 lat) i Naang Thun (17 lat) został otoczony przez oddział armii birmańskiej, pobity do nieprzytomności, a dziewczynki porwane, przez kilka dni zbiorowo gwałcone, potem zastrzelone i zwyczajnie porzucone przy drodze, Soe Mea zdecydował wstąpić do partyzantki. Porucznik Gho Kha, 35 lat, stracił matkę, ojca i siostrę, walczy od 20 lat; sierżant Globh Bho, 52 ...