POLITYKA

Sobota, 20 lipca 2019

Polityka - nr 14 (2187) z dnia 1999-04-03; s. 15-17

Wydarzenia

Piotr Pytlakowski  [wsp.]Witold PawłowskiArtur Górski  [wsp.]Simen Simenfalvy  [wsp.]

Bitwa o Kosowo

Na samym początku było tak, jak świat zdążył się już przyzwyczaić. Jak przy wyzwalaniu Kuwejtu (1990 r.) czy karnym uderzeniu na Irak (1998 r.). Operacja wojskowa transmitowana na żywo, rakiety odpalane z odległych okrętów, nocne rajdy niewykrywalnych samolotów, chirurgiczne uderzenia, syreny, pomarańczowe pióropusze eksplozji. Ale po kilku dniach nalotów NATO na Jugosławię widać, że tu wszystko może potoczyć się inaczej.

Atak samolotów NATO na Jugosławię popiera równe 50 proc. Amerykanów (w sondażu CNN, "USA Today" i Gallupa), po 60 proc. ankietowanych Polaków (w badaniu Pentora) i Węgrów ("Nepszabadsag") i tylko 38 proc. Czechów ("Respekt"). Tak niejednoznaczne opinie operacja ta budzi nie bez przyczyny. To pierwsze w ciągu półwiecza działania wojskowe NATO bez mandatu Rady Bezpieczeństwa i zgody ONZ.

  • Kosowo dwóch narodów
  • Wojna o pokój

Prowadzone przeciwko suwerennemu państwu, które nie weszło w konflikt zbrojny z żadnym z członków Sojuszu. Upominające się - jak to podnoszą Serbowie - o prawa dla secesjonistów, którzy już raz ogłosili niepodległość (w 1992 r.), a dziś dysponują (prawie) regularną armią. Uruchomione w obronie praw człowieka, przeciw masowym wysiedleniom, czystkom etnicznym, gwałconym prawom mniejszości albańskiej, która na terenie Kosowa jest 90-procentową większością (i w przeszłości wielokrotnie gwałciła prawa serbskiej mniejszości, choć rachunek wzajemnych krzywd obciąża Belgrad).

Bośnia, Dayton, Rambouillet

Po oś...