POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 23 (2861) z dnia 2012-06-05; s. 40-42

Rynek

Bianka Mikołajewska

Bity biznes

Straszeni widmem kryzysu Polacy szukają pewnych lokat pieniędzy. Firmy handlujące monetami i produktami monetopodobnymi sprytnie wykorzystują chciwość, naiwność i próżność klientów.

Polska jest jednym z największych i najszybciej rozwijających się rynków numizmatycznych w Europie. Według niektórych mediów, wręcz numizmatyczną potęgą. Ale kolekcjonerzy starej daty z melancholią wspominają czasy, gdy podziały między kupującymi monety przebiegały według historycznych okresów, z których kolekcje gromadzili. Odkąd zaczął się boom w handlu monetami – a było to kilka lat temu – kryteria podziału są zupełnie inne.

Są ciągle kolekcjonerzy kupujący głównie monety historyczne (współczesne uważają za masówkę i tandetę). Latami zgłębiają wiedzę potrzebną, by budować kolekcje. Jest ich w Polsce kilka tysięcy, ale na giełdach i wystawach numizmatycznych aktywnie uczestniczy zaledwie kilkuset.

Druga grupa to inwestorzy, którzy w czasach kryzysu szukają pewnej lokaty pieniędzy. Czasami kupują rzadkie monety kolekcjonerskie – takie, na których trudno stracić.

Jednak rosnące ceny złota i srebra zachęcają ich przede wszystkim do kupowania monet bulionowych, czyli bitych z wysokiej próby metali szlachetnych (jak południowoafrykańskie Krugerrandy czy amerykańskie Orły). Nie mają one wartości kolekcjonerskiej, a ich ...