POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 30 (2514) z dnia 2005-07-30; s. 17

Ludzie i wydarzenia

Biuro poprawek

Upokarzającą” nazwał Krzysztof Martens propozycję władz SLD, by politycy tacy jak Leszek Miller czy Józef Oleksy kandydowali do Senatu zamiast do Sejmu. Mówiono też o zsyłce, o politycznej emeryturze. Sam Leszek Miller powiedział, że nie da się traktować jak mebel i w wyborach w ogóle nie wystartuje. Kandydowanie do Senatu dotychczasowych liderów Sojuszu rzeczywiście przyjęto jako coś dziwacznego, jako wyrzucenie na margines polityki. Co więcej, jako uniemożliwienie im rozliczenia się z wyborcami. Można jednak na całą sprawę spojrzeć inaczej. Właśnie wybory do Senatu, które są praktycznie wyborami większościowymi, dają możliwość bardzo solidnego rozliczenia się z wyborcami. Tu już w niewielkim stopniu da się ukryć za partyjną listą, tu trzeba walczyć nawet o setki tysięcy głosów (w dużych miastach). Czyż to nie jest naprawdę solidna wyborcza weryfikacja? Dla porównania – w tych samych okręgach wejście do Sejmu z listy partyjnej można sobie zagwarantować zdobywając kilka tysięcy głosów.

Nie ma natomiast nic upokarzającego w&...