POLITYKA

Niedziela, 16 czerwca 2019

Polityka - nr 39 (2573) z dnia 2006-09-30; s. 114

Społeczeństwo / Za stołem

Piotr AdamczewskiAndrzej Garlicki

Bliski Wschód w pobliżu

Na stołecznej mapie gastronomicznej restauracje arabskie są na szarym końcu. Jest ich najmniej. Jedna na Pradze – La Cedre (już dawno przez nas opisana) i dwie na Mokotowie. Obie u zbiegu al. Niepodległości i Wawelskiej.

Kuchnia arabska ma długą historię. Pierwsza książka kucharska ukazała się już w 703 r.n.e. Zawierała ona przepisy do dziś wykorzystywane. Silne piętno na tę kuchnię wywarły kontakty z Francuzami i Hiszpanami. Równocześnie wpływy arabskie widać w kuchniach południowej Europy. Sycylijski deser cassata, popularny w południowej Francji kuskus czy wreszcie grecki tajine to smakołyki od stuleci znane w całym świecie arabskim. Arabowie używają pomidorów, ciecierzycy (czyli grochu włoskiego), bakłażanów, czosnku, oliwy i baraniny (co im zaleca Koran) jak przed wiekami. Swoje niezwykle aromatyczne i nasączone tłuszczem dania popijają gorącą, słodką herbatą z miętą. Przekraczając granice państw – nie zmieniamy karty dań.

Do Samiry nie jest łatwo trafić, a mimo to ruch tu jak na arabskim suku. Trzeba bowiem z al. Niepodległości, po przecięciu Trasy Łazienkowskiej, skręcić przed Biblioteką Narodową w prawo, jadąc do bazy samochodowej MPO. Przed samą bramą bazy gości wita napis „Samira” i wizerunek libańskiego cedru. Przy stolikach stojących na powietrzu tłoczno, w&...