POLITYKA

Sobota, 20 kwietnia 2019

Polityka - nr 22 (2707) z dnia 2009-05-30; s. 30-33

Kraj

Joanna Podgórska

Bogowie i intruzi

Lekceważenie, arogancja, poniżanie to doświadczenia wielu rodziców na oddziałach pediatrycznych. Nasza akcja „Dziecko w szpitalu” potwierdziła, że problem jest poważny. Najczęściej wynika z tego, że lekarze nie potrafią rozmawiać z pacjentami.

Artykuł „Czynnik nieludzki” („Polityka” 16), w którym znalazły się relacje trzech matek opisujących horror na oddziałach pediatrycznych, zakończyliśmy apelem do czytelników, by podzielili się z nami swoimi przeżyciami. Nadeszły listy z całej Polski; opowieści pełne bólu, złości, bezradności. Choroba i hospitalizacja dziecka zawsze są dramatem. Jednak system służby zdrowia i postawy lekarzy mogą je zmienić w traumę, której długo nie da się zapomnieć.

6-latek ze złamaną ręką trafia do szpitala w Ostrowcu Świętokrzyskim. Lekarz z izby przyjęć odsyła go do Warszawy, gdzie chłopiec jest zameldowany. Nie podaje nawet środków przeciwbólowych. Nie usztywnia ręki na dwustukilometrową podróż. Ze zwykłego złamania robi się złamanie z przemieszczeniem, zakończone 3-miesięcznym gipsem i roczną rehabilitacją.

Warszawa, 9-miesięczny chłopczyk po upadku zaczyna tracić przytomność. Przerażeni rodzice z dzieckiem na ręku odsyłani są z miejsca na miejsce. Błagają o karetkę, chłopiec czuje się coraz gorzej. Gdy wreszcie ...

Lekarz jako dobry człowiek

Prof. Anna Dobrzańska, konsultantka krajowa w dziedzinie pediatrii, kieruje Kliniką Neonatologii, Patologii i Intensywnej Terapii Noworodka w Centrum Zdrowia Dziecka:

W naszym zawodzie, jak we wszystkich innych, są mistrzowie, rzemieślnicy oraz partacze. Doświadczenie i tytuły nie są gwarancją bycia mistrzem; można nim być bez tytułów i stopni naukowych.

Zainteresowanie lekarza koncentruje się na coraz mniejszym wycinku chorego organizmu. Im bardziej złożona i wyrafinowana staje się medycyna, tym bardziej oddala ona lekarza od pacjenta.

Są jednak i w tej trudnej rzeczywistości lekarze, którzy uprawiają medycynę holistyczną, uwzględniają również psychospołeczne potrzeby i oczekiwania pacjenta; troszczą się także o sferę psychiczną chorego i jego rodziny. Bo jak wynika z badań ankietowych, pacjent oczekuje od lekarza przede wszystkim zrozumienia, zainteresowania, pocieszenia, uspokojenia i nadziei. Aby uprawiać medycynę holistyczną, trzeba umieć słuchać pacjenta. Dlaczego więc nie słuchamy? Nie mamy czasu? NFZ za to nie płaci? Pracodawca zbyt obciąża pracą?

Co powoduje, że nasz zawód zmienia się w rzemiosło? Znieczulica, braki w kształceniu, przyzwyczajenie, rutyna? To możliwe, że w kształceniu lekarzy są braki. Ale kto ma nauczyć lekarza, jak być dobrym człowiekiem? Jak rozmawiać z chorym i jego rodziną, jak dawkować złe wiadomości, jak zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa i ufności?

To ordynator wyznacza standardy postępowania w danym oddziale czy klinice i to on odpowiada nie tylko za diagnostykę i leczenie pacjentów, ale też za ludzkie traktowanie każdego pacjenta. Ordynator ma być mistrzem. To jego naśladują lekarze i asystenci na oddziale. Gdy jest arogancki, oni też tacy będą. Musi reagować na wszelkie nieprawidłowości. Mnie zdarzało się zwalniać w trybie natychmiastowym lekarzy i pielęgniarki, którzy źle traktowali pacjentów.

Prawo do strachu

Aleksandra Piątek, rzeczniczka praw pacjenta:

Dziecko jest szczególnym pacjentem: samo o sobie z oczywistych względów nie stanowi.

Zatem obecność opiekuna (rodzica) przy chorym dziecku jest nie tylko uzasadniona, ale czasem konieczna. Lekarz powinien udzielać przystępnej informacji o stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych, leczniczych, dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniach. Ponadto pacjent (albo jego opiekun) ma prawo wnioskować, by sięgnięto po opinię właściwego specjalisty lub zorganizowano konsylium lekarskie.

Obecność rodziców w szpitalu przy łóżku chorego dziecka wynika też z oczywistego prawa pacjenta do opieki pielęgnacyjnej sprawowanej przez bliską lub inną wskazaną osobę.

Sądzę, że właściwa komunikacja z rodzicami skutecznie przeciwdziała zachowaniom agresywnym. Całkowicie podzielam pogląd, że pacjent ma prawo być zdenerwowany, przestraszony, a personel powinien być cierpliwy. Z moich doświadczeń wynika, że znacząca część zgłaszanych sytuacji jest rezultatem braku zrozumienia drugiej strony. Uważam, że w przypadku dzieci dłuższy czas poświęcony na podanie pełnej, czytelnej informacji i odebranie pełnej informacji od rodzica zmniejsza ryzyko błędów i często przyśpiesza proces diagnostyczno-leczniczy. Zgłaszane przez rodziców uwagi nie powinny być odbierane jako skargi roszczeniowych pacjentów, choć pewnie i takie się zdarzają.

Myślę, że pomocą dla lekarzy, którym często przychodzi informować pacjenta (opiekuna) o sprawach trudnych, przykrych, czasem tragicznych, byłyby szkolenia z zakresu komunikacji. Wiedza taka przyniosłaby zysk obu stronom: lekarzom i pacjentom.