POLITYKA

Wtorek, 21 listopada 2017

Polityka - nr 34 (2207) z dnia 1999-08-21; s. 32-35

Świat

Zdzisław Raczyński

Bój to jest nasz ostatni

Cztery miesiące przed wyborami parlamentarnymi Borys Jelcyn dokonał kolejnej roszady. Pułkownik wywiadu Władimir Putin zastąpił na stanowisku premiera generała kontrwywiadu Siergieja Stiepaszyna. Dla przywódcy rosyjskich komunistów Giennadija Ziuganowa jest to przejaw "starczego marazmu". Dla lidera innej opozycyjnej partii Grigorija Jawlinskiego to potwierdzenie "agonii reżimu".

O tym, że dni Siergieja Stiepaszyna jako szefa rządu są policzone, mówiło się w Rosji nazajutrz po objęciu przez niego stanowiska premiera. "To rząd tymczasowy i techniczny" - twierdził w maju Witalij Trietjakow, redaktor naczelny "Niezawisimej Gaziety", wnikliwy analityk rosyjskiej sceny politycznej. Nikt jednak nie przypuszczał, że odliczanie będzie trwało tak krótko. Według sondaży opinii publicznej w lipcu, tylko 3 proc. Rosjan liczyło się z możliwością odwołania Stiepaszyna jeszcze przed grudniowymi wyborami do Dumy. "Opinia społeczna nie była przygotowana do zmiany rządu. Większość jest zdumiona, dlaczego rząd został zdymisjonowany i zdumienie to jest w pełni uzasadnione" - uważa prezydent Tatarstanu Mintimer Szajmijew, jeden z najbardziej wpływowych w Rosji przywódców regionalnych. "Nie widzę realnych powodów tej dymisji" - mówi lider największej centrali związkowej Michaił Szmakow i wyjątkowo zgodnie podzielają tę opinię zarówno komuniści, jak i politycy z prawicy.

Były szef resortu spraw wewnętrznych Anatolij Kulikow znajduje proste wytłumaczenie częstych kadrowych przetasowań na szczytach władzy w Rosji. "Krajem, spoza pleców chorego prezydenta, rządzi klika ludzi, których miejsce jest na ławie oskarżonych". Kulikow powiela tezę, według której kremlowska koteria (jedni zwą ją Familią, inni - jak Giennadij Ziuganow - Domowym Biurem Politycznym) steruje bezwolnym Jelcynem, cynicznie wykorzystując oderwanego od realiów prezydenta dla osiągnięcia własnych celów. W rosyjskiej i światowej prasie wrze o aferach korupcyjnych, w które podobno są zamieszani najbliżsi współpracownicy i doradcy prezydenta - Paweł Borodin, Tatiana Djaczenko (córka Jelcyna), Borys Bierezowski - ale żadna z tych spraw nie trafiła do sądu. Natomiast Jurij Skuratow, prokurator generalny Rosji, który ruszył z miotłą do kremlowskich stajni Augiasza, stracił stanowisko zanim zdążył sprecyzować swoje podejrzenia.

Ostatnie decyzje Borysa Jelcyna rzeczywiście wydają się nielogiczne i nieprzemyślane, jeśli interpretuje się je poprzez pryzmat interesów Rosji lub nawet z punktu widzenia rosyjskiej klasy politycznej. Jelcyn kieruje się jednak w swoich poczynaniach własną logiką, która nie zawsze odpowiada interesom jego otoczenia i, niestety, coraz mniej jest zgodna z interesami Rosji.

Dobij bestię

Jelcyn jest niczym sędziwy gladiator, spoglądający ze swej samotnej warowni na zachodzące słońce. Patriarcha bitewnych aren rozpamiętuje dawne walki, przywołuje twarze niezliczonych pokonanych przeciwników. Dworzanie podszeptują mu: dobij ją. Dobij, Borys, czerwoną bestię. Stary gladiator wzrusza ramionami. Czerwona, czarna czy biała - cóż za różnica. Ważna jest sama walka, w niej najważniejsze zwycięstwo, a władza upaja. Ale stary wojownik czuje, że siły go opuszczają, widzi, jak dworzanie chyłkiem przechodzą do obozu młodszego przeciwnika, wynosząc z zamku srebra. Wie, że nim słońce zajdzie, opuści arenę. Samotny gladiator nie widzi godnego siebie rywala-następcy. Skoro nie może być uczestnikiem walki o sukcesję po sobie, chce przynajmniej z góry wskazać na jej zwycięzcę.

Najtrafniej o Jelcynie, człowieku władzy, wypowiedział się Wiaczesław Kostikow, były sekretarz prasowy prezydenta Rosji: "Jelcyn nie wyznaje żadnej ideologii prócz ideologii władzy. Na osobowość Jelcyna silny wpływ wywierają dwie okoliczności - jego charakter, silny i władczy, oraz system totalitarnej władzy, w której Jelcyn ukształtował się jako polityk. Ta władza wszystko sobie podporządkowująca, ale w istocie sztuczna i wypaczona, weszła w jego krew i ciało. Władza jest dla Jelcyna najważniejszą wartością życia. Jeśliby los postawił go przed wyborem - życie lub władza - Jelcyn, ryzykując życie, wybrałby władzę".

Siergiej Kurginian, rosyjski politolog tyleż kontrowersyjny co oryginalny, nazywa Jelcyna zwierzęciem politycznym doskonałym. Jego reakcje w każdej sytuacji zagrożenia są bezbłędne, a działania - śmiertelnie skuteczne, abstrahujące od rozważań o dobru i złu, ślepe i głuche na wszystko, co nie dotyczy jego własnego bezpieczeństwa i jego interesów. Skuteczność Jelcyna, jak zresztą cała sfera jego zainteresowań, obejmuje tylko te kategorie sytuacji, które w mniemaniu rosyjskiego prezydenta są właśnie decydujące dla sprawowania władzy.

W tym sensie dużo racji ma Grigorij Jawlinski, kiedy mówi, że Borys Jelcyn stał się dzisiaj przeszkodą w demokratycznym rozwoju Rosji. Prezydentowi można zarzucić i niedostrzeganie realnych zagrożeń dla kraju, i nieadekwatne odczytywanie możliwości Rosji czy jej potrzeb. Ale ponad wszelką wątpliwość nie można uważać go za zdziecinniałego starca, bezwolną marionetkę w rękach oligarchów, córki Tatiany czy generałów. To jeden z tych mitów, po które sięga się z powodu braku lepszego klucza, pozwalającego racjonalnie wytłumaczyć decyzje Kremla. Trzeba odrzucić logikę myślenia państwowego i interpretować ostatnie decyzje Jelcyna w kategoriach algorytmu zachowania "doskonałego zwierzęcia politycznego". [pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]