POLITYKA

Piątek, 23 sierpnia 2019

Polityka - nr 44 (2528) z dnia 2005-11-05; s. 68-69

Kultura / Breakdance

Tomasz Michniewicz

Boje na głowie

Po raz kolejny osiedlowi hiphopowcy z całego świata spotkali się w niemieckim Brunszwiku, by stoczyć Bitwę Roku – coroczne mistrzostwa świata w breakdance.

W głośnikach muzyka filmowa. Na scenie młodzi ludzie z Danii, ubrani i umalowani na biało. Zaczynają tańczyć, potem następuje obowiązkowa akrobatyka, obroty na głowie, samobójcze figury przeczące prawom fizyki. Dopiero puenta nadaje sens całości – to gołębie pokoju, apelujące o zakończenie wojen. Spektakl piękny wizualnie, dopracowany, z przemyślaną choreografią.

Reprezentacja RPA zaczyna występ od afrykańskich pieśni plemiennych. Tajwańczycy wychodzą na scenę w tradycyjnych strojach i przy dźwiękach narodowej muzyki. Amerykanie – w broadwayowskim stylu i marynarkach, a jeden z Japończyków ma fryzurę shoguna. Wiele grup przemyca narodowe akcenty, promując swoją kulturę i kraj. Nic dziwnego – to impreza, której telewizyjne nagrania obiegają potem cały świat.

BOTY (Battle Of The Year – Bitwa Roku) to poważny, międzynarodowy turniej, z całym inwentarzem sponsorów, reżyserowanych pokazów, gwiazd, telewizyjnych kamer i wysokobudżetowej oprawy. Jednak mimo tej otoczki to wciąż breakdance (lub krócej break), taniec wyrosły z osiedlowej nudy. ...