POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 22 (2606) z dnia 2007-06-02; s. 52-54

Świat

Marek Ostrowski

Bonaparte Drugi

Francuzi wybierając prezydenta wyczuleni są na prezencję i dostojeństwo: de Gaulle i Chirac to postaci prawie dwumetrowe. Tradycja jednak pamięta także inny typ: petit nerveux, czyli niewielki, a ruchliwy. Nowy francuski prezydent Nicolas Sarkozy taki właśnie jest. Kipi pomysłami i energią jak dawniej generał Bonaparte.

Ponieważ Jacques Chirac ma 75 lat, a główni rywale w wyborach prezydenckich ledwie po pięćdziesiątce, to wszyscy zaczęli rozprawiać o nowym pokoleniu władzy we Francji, a nawet o nowej klasie politycznej. Znany pisarz Guy Sorman przestrzega: – Oczywiście są młodsi, ale przecież i Sarkozy, i jego ministrowie funkcjonują w życiu politycznym od 30 lat. Różnica jest, że tak powiem, fizjologiczna, ale intelektualnie – co za nowość? Tłumaczy: to jak dawniej, ludzie polityki. Ich koncepcja państwa jest tradycyjna. Zanosi się na kontynuację. Sarkozy, zawodowy polityk, nie wierzy, by władzę mógł sprawować kto inny niż zawodowi politycy; na przykład ludzie ze świata nauki czy biznesu.

Wszystkie podstawowe problemy Francji są dobrze poznane od co najmniej 15 lat. Ilekroć jednak przyszło reformować kodeks pracy, przywileje emerytalne czy ubezpieczenia społeczne – rząd rejterował albo jeszcze podczas rokowań ze związkowcami, albo już po uchwaleniu programu. Zawsze ulegał groźbom demonstracji ulicznych. Nie ma więc szans na zmianę? Owszem, są. Po raz pierwszy bowiem wybrano człowieka z dość określonym programem. Dotychczas w napoleoń...