POLITYKA

Poniedziałek, 24 czerwca 2019

Polityka - nr 51 (2224) z dnia 1999-12-18; s. 15

Wydarzenia

Marek Ostrowski

Borys taki już jest

Borys Jelcyn nerwowo zareagował na krytykę rosyjskich poczynań w Czeczenii, złorzeczył Billowi Clintonowi, groził arsenałem atomowym i demonstracyjnie wyściskał się z chińskim prezydentem. Bill Clinton zamiast się obrazić, śmiał się do kamery, dając do zrozumienia, że Borys (jego przyjaciel) taki już jest. Tymczasem premier Władimir Putin i generałowie rosyjscy miażdżą Czeczenię, a prezydent Aleksander Łukaszenko, triumfalnie podpisuje zjednoczenie Białorusi z Rosją.

Groźby rosyjskiego prezydenta (choć on sam ledwie trzyma się na nogach) nie oznaczają załamania w stosunkach Rosji z USA. Zaraz po świętach Bożego Narodzenia do amerykańskiego dowództwa rakiet balistycznych w Colorado Springs przyjedzie 18 rosyjskich oficerów i naukowców, by wspólnie stawić czoło pluskwie milenijnej, która mogłaby narobić bigosu w systemach strategicznych Rosji. Rosjanie mają też pojeździć z Amerykanami na nartach. Rację więc ma premier Putin, który tuszując niemiłe wrażenie po wypowiedzi Jelcyna dowodził, że stosunki rosyjsko-amerykańskie są "bardzo dobre". Mimo to trzeba się obawiać, że ostre słowa Jelcyna to nie tylko pokazowy zabieg przedwyborczy (19 grudnia w Rosji będą wybory parlamentarne), lecz utrwalanie się niepokojącej tendencji w polityce rosyjskiej.

Nie można uwag Jelcyna składać na karb zmęczenia chorego przywódcy podróżą aż do Chin. Lekceważący ton Jelcyna wobec Clintona i Zachodu, podkreślanie mocarstwowej pozycji Rosji to coś, co rosyjscy wyborcy chcą słyszeć. "Niestety Jelcyn staje się tubą wielkorosyjskich resentymentów. Nic tak dobrze nie robi na duszę, jak wygrana wojna - i to jest naprawdę niebezpieczne" - taki komentarz usłyszał...