POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 36 (2157) z dnia 1998-09-05; s. 36-37

Świat

Zdzisław Raczyński

Borysowi z odsieczą

Dziesięć dni przed przyjazdem Billa Clintona do Moskwy rosyjska Duma zwróciła się do prezydenta Jelcyna z propozycją, aby raz jeszcze przemyślał zasadność wizyty amerykańskiego prezydenta po atakach rakietowych na Afganistan i Sudan. "Nie ma sensu, by krwawiący prezydent (aluzja do skandalu z Monicą Levinsky) odwiedzał chorego i niestabilnego prezydenta. Będzie to szczyt przybierania póz i udawania po obu stronach" - tak z kolei odniósł się do moskiewskiej wizyty Clintona Zbigniew Brzeziński. Dwaj mężowie stanu, obaj po ciężkich przejściach, zasiadają do trudnych rozmów.

Bill zachował się nieprzyzwoicie, nie dzwoniąc do swego przyjaciela Borysa przed atakiem na bazy islamskich terrorystów, a informując go po fakcie. Sekretarz prasowy Jelcyna Siergiej Jastrzembski dał absolutnie jasno do zrozumienia, że właśnie przede wszystkim dlatego oburzył się prezydent Rosji.

Jednak Jelcyn nie ma zamiaru czynić Clintonowi wielu wymówek z powodu jego tańca z tomahawkami. Chociaż Kreml tego oficjalnie nie przyznaje, amerykański atak na bazy saudyjskiego terrorysty Osama ibn Ladena, a w rezultacie - konflikt między Talibami (rządzącymi Afganistanem) a Waszyngtonem jest tym, o czym Rosjanie mogli marzyć. Wcześniej USA były skłonne uznać rząd islamskich fundamentalistów w Afganistanie, tym bardziej że amerykańska kompania UNOCOAL wiązała z umocnieniem się Talibów w Kabulu plany budowy przez Afganistan rurociągu, eksportującego ropę i gaz z Azji Środkowej nad Ocean Indyjski. Rosja natomiast obawia się destabilizującego wpływu radykalnych islamistów na środkowoazjatyckie państwa WNP i na Północny Kaukaz. Teraz Jelcyn może spokojnie powiedzieć Clintonowi, wracając do sprawy terrorystycznego ataku na szpital w Budionnowsku: - Mówiłem ci przecież Bill, że z  tymi ...