POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 35 (3125) z dnia 2017-08-30; s. 45-47

Świat

Aleksandra Lipczak

Bramy dżihadu

Maleńkie Ceuta i Melilla, kawałki Europy w Afryce, skąd pochodzi jeden z zamachowców z Katalonii i wielu islamskich radykałów, mają nieproporcjonalnie wiele problemów. Mogłyby stać się laboratorium dla całej Europy, ale wiele musiałoby się tu zmienić.

Rzeczywistość Granicy Południe, jak nazywają swoje afrykańskie miasta Hiszpanie, jest wyjątkowo skomplikowana. – Miękkie podbrzusze Hiszpanii – mówił mi przed rokiem o swoim mieście młody melillijski dziennikarz Jesús Blasco de Avellaneda. – Ceuta i Melilla to jedyne miejsca na ziemi, gdzie terytorium Unii Europejskiej styka się bezpośrednio z Afryką. W naszym 80-tysięcznym mieście mamy wszystkie globalne problemy: przemyt narkotyków i ludzi, niekontrolowany napływ imigrantów i dżihadyzm.

Ceuta i Melilla są współdzielone przez etnicznych Hiszpanów i Hispanoberberów, czyli potomków ludzi, którzy żyli tu jeszcze przed hiszpańskim podbojem pod koniec średniowiecza. W obu miastach, do których pretensje zgłasza Maroko, intensywność łączy się z nieco senną atmosferą hiszpańskiej prowincji. Choć dzieli je od siebie jakieś 400 km, niejedno mają też ze sobą wspólnego. Na przykład jedne z najwyższych w całej Unii wskaźniki bezrobocia, wśród młodzieży – sięgające 69 proc. w Melilli i 63 proc. w Ceucie. Największe w ...